Wydanie nr: 1 (186) STYCZEŃ 2020
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie













JAWI





































Nasz człowiek w wielkiej polityce...

Jak każdy z nas i ja w jakąkolwiek stronę świata wzrok skieruję, wszędzie wypatruję poloników. W latach 60. wypatrzyłem w prasie amerykańskiej doktora nauk politycznych obracającego się w kręgach rządo¬wych i akademickich, noszącego nazwisko Zbigniew Brzeziński. Do głowy mi nie mogło przyjść, że jako czło¬nek Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego będę kiedyś uczestniczył w uroczystości przyznawania mu doktoratu honorowego naszej uczelni. Im lepiej zaznajamiałem się z publikacjami i działalnością Brzezińskiego, tym więcej miałem dla niego podziwu. Gdy Stanley Hoffmann lub inny jakiś harwardczyk złośliwie albo i niezłośliwie go krytykował, cierpiałem, jakbym ja był obiektem nagany. „Zbig idzie na wykład, będzie mówił o 365 sposobach wyzwolenia Polski" - podobno jakoś tak go komentowa¬no na korytarzach Harwardu czy Columbii.

Była taka dekada, gdy w kręgach wysokiej polityki Ameryki i Francji pojawiła się nadreprezentacja Pola¬ków z pochodzenia. W USA senator Muskie, „czysty" Polak, kandydował na prezydenta, we Francji ministrem był książę Poniatowski, także markiz d'Ornano, po matce Michalskiej Polak, dwóch Palewskich na wysokich sta¬nowiskach, kresowo brzmiące nazwisko  de Lipkowski nosił wiceminister spraw zagranicznych Francji, a Zabłocki    był przewodniczącym parla¬mentarnej komisji spraw zagranicznych, ale nie wiem, amerykańskiej czy francuskiej. Czy to się nie musiało skończyć polskim papieżem?

Brzezińskiemu przypisuje się wielkie zasługi w oba¬leniu czy rozkruszeniu Związku Radzieckiego. Jeszcze dziś w Moskwie to nazwisko wymienia się z przestra¬chem. Jednak nie wszystkie wielkie plany Brzezińskiego kończyły się powodzeniem. Widzimy, jak jeden z jego planów strategicznych właśnie runął. Sądził Brzeziń¬ski, że najskuteczniejszym środkiem na ograniczenie, obalenie, rozczłonkowanie Rosji będzie sojusz Stanów Zjednoczonych z Pekinem. Te środki nie muszą od razu być „bogate", zacząć można od „ubogich". Rząd Stanów Zjednoczonych według Brzezińskiego powinien jak naj-częściej umawiać się z Chinami na spotkania w cztery oczy w ważnych sprawach, albo i niekoniecznie waż¬nych, ale tak, aby Rosjanie poczuli, że są wykluczeni, że dwaj wielcy decydują o sprawach świata, pokazując Ro¬sji, jakie jest jej miejsce, a jest ono trzeciorzędne. Będzie to działanie na morale przeciwnika takie, jakie zawsze poprzedza użycie środków „bogatych".

Trudno mi zrozumieć, skąd Amerykanie brali pew¬ność, że Rosja i Chiny są skazane na stosunki wrogie, i dlaczego nadal tak myślą. Może to jest myślenie zoologiczne, mające zakodowaną pewność, że orga-nizmy wielkich rozmiarów wolą siedzieć tam, gdzie raz usiadły.Według tego, co widać, to rządy chiński i rosyjski ma¬ją sekretne kontakty, do których nie chcą dopuszczać Amerykanów. Operowanie sekretami może niczego nie rozstrzyga, ale zasiewa wrogą nieufność.

Powiem rzecz powszechnie wiadomą: jeżeli Chiny będą się rozwijać w tempie i z takim rozmachem jak dotychczas - co nastąpić nie musi - staną się potęgą równą USA, a moralnie silniejszą.

Jedna z polskich gazet przedrukowała artykuł dwóch amerykańskich politologów z tezą, że skoro koncepcja Brzezińskiego upadła tak spektakularnie, to Stanom Zjednoczonym nie pozostaje nic innego, jak tylko zmie¬nić politykę wobec Rosji. Wielkiej dyskusji na temat tego artykułu nie było ani w Polsce, ani w Ameryce. Ameryka jest oszołomiona wrogością wobec Rosji, a jak wróci do trzeźwości, wtedy rozważy się sprawy na nowo. Brzezińskiemu powiodło się w innej sprawie. Gdy przyszła moda na okładanie Rosji sankcjami, Wielki Zbig usilnie radził wprowadzić sankcje dotkliwe i nic niekosztujące w formie wykluczenia rosyjskich spor¬towców z wielkich zawodów międzynarodowych. Trochę trwało, zanim udało się decydentów sporto¬wych jednych przekonać, drugich urobić, w końcu cel został osiągnięty.

Pod koniec życia Zbigniew Brzeziński został odzna¬czony jednym z najwyższych orderów niemieckich. Jacyś Rosjanie zdziwili się, że przyjął order od byłych wrogów, Brzeziński odpowiedział, że ma nadzieję, że z czasem zostanie odznaczony orderem rosyjskim. Był orędownikiem spraw ukraińskich, ale to z jego na¬zwiskiem kojarzy się koncepcja „finlandyzacji" Ukrainy. Wroga armia (natowska czy ukraińska) w pobliżu Sta¬lingradu byłaby wyzywaniem losu. Niepodległość tak, ale bez środków militarnych grożących Rosji. Podobnie myśli Henry Kissinger. (Źródło: PRZEGLĄD 16-22.12.2019).

Bronisław Łagowski


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem