Wydanie nr: 4 (189) LIPIEC 2020
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie















JAWI





































Zrozumieć Poznaniaka z Placu Wolności...

Gdy przed tłumem poznaniaków Rafał Trzaskowski przemawiał na placu Wolności odbierałem telefony z pytaniami:  skąd się tacy wzięliście i jak  to się ma  do odwiecznej endeckości Poznania? Od XIX w.  Poznań  ma poczucie, że jest  nie rozumiany.  Raz na jakiś  nie rozumie sam  siebie,  a nawet niewiele ma ze sobą wspólnego. Kiedyś  się tej  swojej „dziwności” i odrębności przyglądał. Nazywał ją „wielkopolską tragedią Wielopolskich”, ale potem  o niej  zapomniał i dziś już nie wie,  co  właściwie wtedy chciał  powiedzieć.   

Ten słynny już w Polsce plac leży w centrum naszego miasta.  Na jednej jego ścianie jest Bazar postawiony przez Polaków i Muzeum Narodowe postawione przez Niemców  - oba gmachy, jak strażnicy oddzielają  starą część  miasta  od nowszej.  Na przeciwległej  ścianie placu   jest popularny EMPiK – kiedyś niemiecka kawiarnia o najdumniejszej nazwie Hohenzollern. Na  jej tyłach  był teatr niemiecki,  przebity potem urodą przez Teatr Polski z  dumną dewizą na frontonie  „Naród sobie”  Architektoniczną perłą placu jest Biblioteka Raczyńskich ufundowana przez samoograniczających się arystokratów z pruskimi orłami w herbie.   Topografia placu jest taka, że kto  tam   przemawia za plecami  ma  Hohenzollerna, a przed oczyma  Bazar, który      dla  miasta  znaczy  więcej  niż  Pałac pod Baranami dla Krakowa. Pałac bowiem należał do Potockich i bywało w nim niewielu. Bazar zbudowany w pierwszej połowie XIX w. był od początku spółką akcyjną „tutejszego obywatelstwa” –  jednocześnie salą koncertowa i wykładowa,  restauracją,  hotelem,  siedzibą  wielu towarzystw i sklepów na parterze.

Jeśli to jeszcze nie wystarcza, wyjaśniajmy dalej. Z Bazarem związany był Karol Marcinkowski i Hipolit Cegielski - obydwaj niezbyt poza Wielkopolską znani, a tu znaczący więcej niż wszyscy przywódcy insurekcji razem wzięci.  Możliwe, że Polską nadal rządzą trumny Piłsudskiego i Dmowskiego, ale Wielkopolską z pewnością  nie rządzi  żadna z nich.  Rządzi  - z trumny -  Marcinkowski  i Cegielski oraz  stworzona przez nich monoidea, którą  niewielu  umie objaśnić, ale  bardzo wielu  praktykuje.  Otóż mówi ona, że każdy jest ważny i  potrzebny, jeśli dobrze wykonuje swoją społeczną rolę.  Że razem możemy więcej niż w pojedynkę.  Że „indywiduum” musi ustąpić przed interesem ogółu, który jest jak organizm - musi mieć  głowę, ręce,  nogi i całą  resztę  jak należy. Poza tym 2 plus 2 równa się 4, a nie 3 lub 8. Prawo jest podstawą państwa, a w doborze na stanowiska publiczne rozstrzygającym kryterium powinna być  fachowość, co nasi dziadowie pojęli  tak dosłownie, że  nawet na dowódcę powstania wielkopolskiego wybrali  najwyższego  rangą oficera polskiego  armii pruskiej, a nie  jakiegoś charyzmatyka. Moim studentom puszczam czasem muzykę chóralną. Chcę żeby  zapamiętali, że nad Wartą  liczy się przede wszystkim bohater zbiorowy.

Niedaleko słynnego placu jest ulica Podgórna.Stoi tam kamienica, w której urodziło się dwóch ważnych poznaniaków: znany nam już Polak „bez skazy”, Karol Marcinkowski i Paul von Hindenburg, którego  długa genealogia sięga zjazdu gnieźnieńskiego. Ten ostatni zrobił wielka karierę podczas I wojny światowej, a po 1918 r. został  demokratycznie wybranym prezydentem Republiki Weimarskiej.  Jego rywalem w wyborczych szrankach  był urodzony w Kruszewii pod Poznaniem, inny bohater I wojny światowej,  Erich von Ludendorff, który zebrał zaledwie 1% głosów. Jedną z prababek Ludendorffa była Dąbrowska z domu.  I raczej   nie dociekano, z których to  Dąbrowskich i czy pisze się przez ą czy przez om …

„Suchy realizm” i pewną „nielitościwość” w pojmowaniu spraw życia przypisywał poznaniakom  … Roman Dmowski. I  - żeby nie było wątpliwości – to nie był  zarzut zdrady Ojczyzny lecz  komplement. 

  Endeckość Poznania jest jednym z największych nieporozumień, któremu ulegamy już sami.  Wyjaśnić to można,  pytając: czy organicznicy, którzy jako jedyna elita w Polsce nie stracili  władzy po 1918 r. byli endekami ? Nie! Czy wśród endeków byli organicznicy? Tak.  Endekiem w każdym razie nie był ani pierwszy prezydent Jarogniew Drwęski, który prezydentem Stadt Posen został już za Niemca, ani jego rówieśnik i następca,  przeceniany trochę  Cyryl Ratajski. W 1926 r. po zamachu majowym Płsudskiego stało się coś,  co tłumaczy wiele.   Endecja poznańska – z Wojciechem Trąmpczyskim na czele -  jako kandydata na prezydenta Rzeczypospolitej wysunęła …stańczyka, prof. UJ Michała Bobrzyńskiego mieszkającego wtedy w Garbach pod Środą.  Utrącili  go ostatecznie … endecy z Galicji, dla których  nie do pomyślenia było, żeby nie wystawić swego.  
Czy moi koledzy od lat czynni w życiu politycznym są liberałami, socjalistami  czy konserwatystami   - czasem, przyznaję,  nie wiem. Czy są organicznikami –  wiem prawie zawsze.     

Waldemar Łazuga

*) Prof. dr hab. Waldemar Łazuga jest wybitnym historykiem, autorem wielu fundamentalnych prac naukowych, jest nauczycielem akademickim, także uznanym działaczem spolecznym.
           

 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem