Wydanie nr: 2 (187) MARZEC 2020
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie













JAWI





































Realna ekonomia, czyli nasze zmartwienie...

Jeszcze niedawno – co to jest te kilkadziesiąt lat wobec wieczności – mieliśmy do czynienia z realnym socjalizmem i chociaż nie było to ani lekkie, ani przyjemne, jakoś przeżyliśmy. Niestety, jak to bywa, zaraz po tym wpadliśmy z deszczu pod rynnę, czyli w tak zwaną gospodarkę rynkową, w kapitalizm i w konsekwencji w realną ekonomię. Ona jest tak realna, że uciska coraz mocniej zarówno jej realizatorów jak i jej klientów, co rodzi poważne pytanie o to, czy w perspektywie czasu tę realną ekonomię przeżyjemy w miar spokojnie, czy też ona zachowa się jak nadmuchany balon ugodzony szpilką: wielkie bum i koniec zabawy.

Do czego zmierzam? Realna ekonomia polega na tym, że rządy ustanawiają i ograniczają lub limitują arbitralnie obywatelom zarobki i inne dochody ( emerytury, renty, etc. ) wykorzystując w tym celu różne zakazy i nakazy oraz „piętrową” politykę podatkową, czyli te różne podatki PIT, CIT, VAT, akcyzę, opłaty za czynności urzędowe, jak chociażby opłaty sądowe, skarbowe i inne, co uderza boleśnie w obywateli. Rządy natomiast i w ogóle nie interesują się ponoszonymi przez tychże obywateli kosztami życia i szeroko rozumianej egzystencji. A, że przyroda nie znosi próżni wszędzie tam, gdzie wdrożono realną ekonomię rodzi się, rozrasta, często do monstrualnych rozmiarów korupcja i wszelakiego rodzaju złodziejstwo. Nie na darmo poważni politycy ( bywają jeszcze tacy ), niektórzy przytomni naukowcy, ale i bardziej inteligentni zwykli „zjadacze chleba” dochodzą do wniosku, że współczesna demokracja z jej realną ekonomią jest klasycznym ustrojem korupcjogennym. Ale nie tylko. Bowiem rozziew między dochodami obywateli, a kosztami ich egzystencji musi skończyć się źle. Zawsze tak się kończył, zawsze też powodował problemy, zawsze prowadził do plajty. Gdyby było inaczej, na  świecie nie byłoby nigdy żadnych zamieszek, żadnych rewolucji i  żadnych turbulencji politycznych.

A przecież, jak świat światem, zasady są proste: praca równa się zapłata, zapłata równa się egzystencja i życie, i to samo dotyczy emerytury, renty dla osób niepełnosprawnych lub niezdolnych do utrzymania się samemu, inwestycja równa się dywidenda, czyli kapitał na rozwój. Koniec, kropka!  To jest jednak teoria. Rządy współczesnych państw, aby zapewnić sobie maksymalną kontrolę nad obywatelami ( wychodząc z błędnego założenia, że tylko biednych można „trzymać krótko”, podczas gdy zamożni, oraz niezależni finansowo raczej „brykają” ) stosują politykę typu co wolno, ile wolno i komu.

I tak widzimy, że  płace za pracę są kontra koszty życia i egzystencji społecznej,  emerytury są kontra realnej egzystencji seniorów pracy., zaś urzędowe, państwowe tak zwane minimum socjalne jest przeciwstawne zdrowemu  rozsądkowi. Panująca natomiast  wszechogarniająca mała i wielka korupcja różnego typu z wewnątrzrodzinną włącznie, demoralizacja społeczna, kryminogenne stosunku gospodarcze i powolne uzależnienie państwa i społeczeństwa od zewnętrznych inwestorów zawsze kierujących się własnym interesem, a nie kogokolwiek innego, dopełnia obrazu wyjątkowego „reality show”.

Rządy wcale nie interesują się kosztami jakie muszą ponosić obywatele, aby we własnym państwie jako tako żyć; bez luksusów, ale względnie normalnie, bowiem normalne to nie jest, kiedy płace za pracę znakomitej większości obywateli – w tzw. budżetówce, ale  i w sferze prywatnej” oraz  w firmach zagranicznych  ulokowanych w kraju  oscylują między 2 tysiącami, a 3 tysiącami złotych miesięcznie, co w żadnym wypadku nie wystarcza na egzystencję. Bo – proszę rządów – życie to nie tylko jedzenie, ale także czynsze, opłaty, środki czystości i higieny, to także naprawa lub kupno butów, ubrania, gazety, czasami nawet książki, to koszty transportu, nie wspominając o wydatkach na kulturę – teatr, koncert czy kino.

Obywatelom rząd nie zdając sobie sprawy z tego, co czyni,  przypomina znaną, starą anegdotę: „Ile pan zarabia? 2 tysiące. A  ile pan musi mieć, aby jako tako żyć? 5 tysięcy. To skąd pan ma te brakujące 3 tysiące? Dokładam!  A od kiedy nie wymawia pan litery „r”?”.

Realna ekonomia powoduje, że wszystko jest oparte na różnych rodzajach korupcji i kradzieży oraz kredytach konsumpcyjnych tuczących głównie zagraniczne banki, oraz gigantyczną sieć para banków – firm i firemek udzielających obywatelom pożyczek na lichwiarski procent. Wystarczy przypomnieć, że łączne,  tylko mieszkaniowe zadłużenie Polaków wynosi już dziesiątki miliardów złotych. – niezła sumka. A inne kredyty? Lepiej nie dowiadywać się, bo może się okazać, że nasi obywatele są najbardziej zadłużonymi obywatelami świata. No, cóż? Każdy chce żyć, a jak nie może dostać uczciwego ekwiwalentu za pracę, a kraść nie potrafi, korumpować go nikt nie chce, to zaciąga kredyt albo w banku, albo w firmie „Pieniążek od ręki”.

Nieprawda? Prawda! Dorosłe, pracujące  dzieci, którym płaca nie starcza na życie, w istocie rzeczy okradają swoich starych rodziców-emerytów (mamo pomóż, tato pomóż ), emeryci wspomagając pracujące dzieci okradają swoje zdrowie i  życie, odżywiając się poniżej jakiejkolwiek normy żywieniowej, głodując  ( kto nie wierzy niech poobserwuje z jakimi kubłami odpadków i  śmieci, wędrują emeryci do śmietników ), „miastowi”  okradają wieś - a po co w weekend jeżdżą masowo na wieś?. Po żywność od rodziny – po jajka, kurę, ser i po trochę gotówki uciułanej przez matkę za sprzedane mleko i przez ojca za sprzedanego świniaka.

Rezultat? Realna ekonomia niszczy społeczeństwo i państwo znacznie bardziej skutecznie, aniżeli robił to realny socjalizm. Niestety inaczej wygląda to w telewizji i w tej państwowej i w tej prywatnej, inaczej to wygląda w wypowiedziach ekspertów, polityków, a nawet biskupów. Z tym, że i różne TV i ich „garnitury” twórcze, to ludzie systemu, którzy nie musza żyć za 2 tysiące złotych miesięcznie  z pracy, lub za 1,4 tysiąca złotych miesięcznej emerytury - czyli z odłożonego „kapitału” w anachronicznym, szkodliwym ZUS-ie. Dochody  miesięczne przywołanych ludzi systemu wynoszą kwoty jakich zwykły pracownik budżetówki nie odłożyłby przez 5 lat, gdyby nawet przez te 5 lat nie jadł. Jeszcze wyższe dochody czerpią wszelkiego typu „Gwiazdy” i „Celebryci” . Wystarczy przejrzeć niektóre kolorowe czasopisma, a można bez problemu dowiedzieć się, że jakaś „gwiazda” kupiła sobie torebkę damską za 12 tysięcy złotych, podczas pobytu w Dubaju, inna nosi buty-kozaczki za 8 tysięcy, a prezenter TV jeździ samochodem wartym 2 miliony złotych, zaś jeszcze inni, inny lub inna wydali drobiazg, 3miliony złotych na willę. W jaki celu upowszechnia się takie informacje? Jednym tylko: to manipulacja, aby upokorzyć zwykłych obywateli, przypomnieć im, że mają być grzeczni i słuchać się! Bo dostali 500 Plus miesięcznie, chociaż bez waloryzacji, za to z pozdrowieniem od inflacji…

Z tego wszystkiego można wyprowadzić trzy wnioski, do wyboru, do koloru: 1) że większość obywateli to nieudacznicy, którzy nie potrafią zarabiać tyle, co gwiazdy TV, politycy i celebryci; 2) że rząd prowadzi w stosunku do obywateli politykę „miseczki ryżu” za ciężka pracę, aby skutecznie rządzić  masami, które za mizerną „łapówkę” kilkudziesięciu złotych do płacy lub emerytury gotowe są w wyborach poprzeć każdego durnia; 3) wreszcie, że realna ekonomia skutecznie niszczy społeczeństwo  biologicznie, kulturowo, cywilizacyjnie i co najważniejsze  dla każdego z rządów „bezszmerowo”…

Jerzy A. Gołębiewski
 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem