Wydanie nr: 5 (190) WRZESIEŃ 2020
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie















JAWI





































Problem z nauką i nauka z problemem...

W tym wydaniu naszego magazynu EuroPartner publikujemy za opiniotwórczym tygodnikiem ”Przegląd|” niezwykle ważny i potrzebny artykuł Marka Czarkowskiego, zatytułowany „Ciemny horyzont – Unijne dotacje ujawniły nędzę polskiej nauk”. Autor artykułu spokojnie, rzeczowo i w sposób udokumentowany, a więc całkowicie wiarygodny udowadnie, że – o czym powszechnie mówiono w rozmowach prywatnych – nauka polska ma się tak do nauki światowej, jak przeciętny polski powiatowy bank spółdzielczy do amerykańskiego JPMorgan Chase Bank. Niby nic nowego, ale szokujące. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że mamy w kraju wiele wyższych uczelni, a nawet w pewnym okresie – całkiem niedawno – mieliśmy tych uczelni taki wysyp, że liczyliśmy je na setki. Z tym tylko, że nie tworzono w tych „uczelniach” nauki, ale masowo „produkowano” ludzi z „wyższym wykształceniem” – specjalistów od stosunków międzynarodowych (?), politologii (?), marketingu (?) i o Boże , dziennikarstwa. W wyższych państwowych uczelniach -  proszę wybaczyć szczerość – wcale nie było i pewnie nie jest lepiej. A naukowcy, którzy wnoszą jakiś wkład do nauki światowej, to przysłowiowe rodzynki i do tego, albo już prowadzą badania i osiągają wyniki zagranicą, albo odkrywając własny potencjał zagranicę już się szykują, szlifując języki obce.

Zresztą, co tu dużo mówić, krytykować, narzekać, wypominać. Jeżeli w Polsce, w świetnym grodzie Kraków mamy Uniwersytet liczący sobie ponad 600 lat, o cudownej historii jednego z najstarszych zakładów naukowych w Europie , a do dzisiejszego dnia nie posiadamy w naszym naukowym dossier ani jednego „Naukowego Nobla”, to o czym  w ogóle mamy rozmawiać dzisiaj, kiedy dowiadujemy się, że na przykład w Japonii, od 1949 roku japońscy uczeni zebrali już „Naukowych Nobli” ponad 30. I jak w tym kontekście ma się rok założenia  Uniwersytetu Jagiellońskiego – 1364, do roku 1949 w Japonii? Tragedia!

Autor przywołanego wyżej artykułu z tygodnika „Przegląd” zwraca oczywiście uwagę na niektóre przyczyny marnej kondycji polskiej nauki, wypominając brak dobrze rozumianej agresywności u polskich naukowców, często występujące kompleksy wobec zagranicy, kiepską lub żadną w istocie rzeczy znajomość języków, a często – przykro to stwierdzić – zwykłe wygodnictwo, lenistwo i brak talentu. To wszystko prawda, ale problem jest bardziej poważny, aniżeli widać to na pierwszy rzut oka. To, że polska nauka nie jest nauką przez wielkie ”N” jest – mam odwagę to napisać – utrwalonym zjawiskiem kulturowym. Powiedziałbym, że „garbem kulturowych” przygniatającym do ziemi. A to zjawisko pojawiło się już bardzo, bardzo dawno temu, kiedy człowiek potrafiący pisać i czytać budził niechęć, strach a często wywoływał u niepiśmiennych agresję.  Później działo się podobnie, chociaż i aktorzy i scenerie bywały inne. Polski nauczyciel, polski myśliciel, polski twórca, artysta, polski profesor zawsze klepali biedę, zawsze poświęcali się za Bóg zapłać ucząc chłopskie dzieci alfabetu i znajomości zegara. W społeczeństwie też nie byli mile widziani, uważani byli raczej jako dziwacy. Starzy nauczyciele i naukowcy odchodzili z zawodu, wymierali, a ich miejsce wypełniał „awans społeczny”. Nauka leciała  z górki i to, w taki lub w inny sposób się ciągnie do teraz, do epoki lotów kosmicznych, prób kolonizowania Marsa i pandemii. To a’propos kultura. A reszta?

Reszta to grzechy samej nauki i jej reprezentantów: na studia wyższe, które mają wychowywać nie tylko praktyków, ale przede wszystkim tworzyć naukowców, badaczy, ludzi z nowatorską, rozwiniętą  osobowością, przyjmuje się kandydatów na studentów na podstawie punktów, które – na Boga – o niczym nie świadczą, a co najwyżej świadczą o niezłej pamięci maturzysty. Nikt kandydata na studenta o nic nie zapyta, o niczym z nim nie porozmawia, aby wysondować, czy ta młoda osoba w ogóle nadaje się do szkoły wyższej, czy ma w sobie choć odrobinę talenty, pasji, tego co dawniej nazywano powołaniem. Jeżeli ma na papierze maturalnym wystarczającą liczbę punktów, to wchodzi! Później taka osoba zostaje na przykład magistrem spraw międzynarodowych ( chociaż nigdy w życiu nie była w żadnej międzynarodowej instytucji, na przykład w ONZ ), albo zostaje magistrem politologii ( chociaż nigdy w życiu nie widziała prawdziwego polityka ), lub zostaje po dodatkowych specjalizacjach lekarzem tak zwanym domowym – od wypisywania recept i mierzenia ciśnienia, albo jak się postara to kiedyś w swojej specjalności doktoryzuje się, habilituje i staje się de facto dożywotnim rezydentem w uczelni – naukowiec!

I oczywiście nauczyciel akademicki. Niezła płaca miesięczna powyżej średniej krajowej brutto, tu artykulik, tu książeczka, tam wykładzik, jakiś staż w uczelni zagranicznej od czasu do czasu, coś na jakiś krajowy kongres, recenzja i jak się poszczęści to i własny domek z ogródkiem. Spełnienie marzeń. Bywa, że za jakiś czas, z jakiejś okazji, spadnie wiadomość o przyznaniu wymarzonej nagrody. Czy wiecie Państwo, że w polskich środowiskach naukowych „Nagroda na rzecz Nauki Polskiej” przyznawana przez niezależną instytucję pozarządową – Fundację na rzecz Nauki Polskiej (FNP) powszechnie nazywana jest z dumą „Polskim Noblem”. I o czym tu jeszcze mówić. Jaka nauka, taki „Nobel”...

Jerzy A. Gołębiewski

 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem