Wydanie nr: 5 (201) WRZESIEŃ 2021
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie















JAWI





































Dokąd zmierzają nauki ekonomiczne?...

Tekst G. W. Kołodko pt. „Dokąd zmierza ekonomia?” w Rzeczpospolitej z 8 lipca 2021 roku skłonił mnie do sformułowania kilku uwag, które mają charakter komplementarno-polemiczny. Akcent kładę na uzupełnienie tego, co zaproponował wspomniany autor oraz nieco inaczej rozkładam akcenty, przy okazji wnosząc drobne opinie o charakterze polemicznym. Artykuł G. Kołodko jest siłą rzeczy bardzo skrótowym zarysowaniem pewnych wątków w rozwoju  ekonomii w myślą o tym, by wykorzystać prowadzone rozumowanie do wskazania tego, co nas czeka albo raczej może czekać. Autor stawia daleko idący postulat zmiany paradygmatu nauk ekonomicznych. To bardzo ważny postulat.

Ekonomia czy nauki ekonomiczne?

W wielu krajach ekonomia jest dość wąsko zdefiniowaną dyscypliną w obszarze nauk społecznych. Z dużym uproszczeniem wynika to z przywiązywania mniejszego znaczenia do klasyfikacji dyscyplin naukowych, co z kolei związane jest z inną organizacją działalności badawczej oraz systemu awansów naukowych. W Polsce mamy pod tym względem pewną specyfikę, która polega na dość znacznym sformalizowaniu systemu nadawania stopni i tytułów naukowych, w efekcie czego utrwaliła się tradycja dążenia do możliwie precyzyjnego definiowania zakresów poszczególnych dyscyplin.

W systemie obowiązującym przed reformą Gowina mieliśmy dziedzinę nauk ekonomicznych, w której istniały cztery dyscypliny – ekonomia, finanse, nauki o zarządzaniu i towaroznawstwo, a od 1 października 2018 roku nie ma już dziedziny nauk ekonomicznych, natomiast w dziedzinie nauk społecznych istnieją między innymi dyscypliny  (łącznie jest tych dyscyplin 11) takie jak ekonomia i finanse, nauki o zarządzaniu i jakości oraz geografia społeczno-gospodarcza i gospodarka przestrzenna. W nawiązaniu do przeszłości czasami określa się te trzy dyscypliny jako sub-dziedzinę nauk ekonomicznych, która w przybliżeniu odpowiada znanej z przeszłości dziedzinie nauk ekonomicznych.

Dla czytelników spoza sektora nauki i szkolnictwa wyższego zasygnalizowane zagadnienia klasyfikacyjne nie mają większego znaczenia, ale dla kilkunastu tysięcy naukowców zajmujących się tymi zagadnieniami jest to kwestia pewnej identyfikacji zawodowej i swego rodzaju tożsamości profesjonalnej. Problem ma jednak zdecydowanie szerszy kontekst, bowiem z szeroko rozumianym zawodem ekonomisty identyfikują się przecież także absolwenci i studenci uczelni ekonomiczych oraz tzw. kierunków ekonomicznych na innych uczelniach.

Powyższe uwagi zdają się przemawiać za tym, aby w debacie publicznej zamiast o ekonomii mówić o naukach ekonomicznych. Takie podejście będzie prawdopodobnie budować szersze poczucie inkluzywności wśród wymienionych wyżej grup zawodowych, a przecież o to chodzi w dyskusjach nad ważnymi problemami przyszłości.

Nienadążanie nauki za rzeczywistością?

W przywołanym tekście G. Kołodko pojawia się też uwaga – zapewne przyciągająca uwagę odbiorcy artykułu – o nienadążaniu ekonomii za rzeczywistością. O ile stwierdzenie takie budzi potencjalnie znaczne zainteresowanie u czytelników, o tyle jednak trzeba zauważyć, że – co brzmi zdecydowanie mniej atrakcyjnie – jest to raczej normalna sytuacja w kontekście roli nauki i rozwoju nauki. Pod tym względem nauki ekonomiczne nie są wyjątkiem w zestawieniu z innymi dyscyplinami. Dokładnie podobnie jest w innych dyscyplinach – w tym sensie na przykład medycyna też jest zazwyczaj spóźniona; raczej nie daje się wynaleźć lekarstwa albo szczepionki na nowego wirusa zanim on się pojawi i zostanie wykryty.

Najkrócej rzecz ujmując zgodnie z powszechnie przyjętym rozumieniem roli nauki, w tym także nauk ekonomicznych, nauka powinna służyć celowemu, zorganizowanemu, uporządkowanemu, możliwie obiektywnemu i metodycznemu poznaniu rzeczywistości. Społecznie oczekiwanym i pożądanym (to społeczeństwo łoży bowiem środki na finansowanie nauki) wynikiem badań naukowych jest teoria naukowa opisująca i wyjaśniająca rzeczywistość (jak było? dlaczego było tak jak było?). Rezultaty poznania stanowią uogólnione rozpracowanie mechanizmów i zależności rządzących badaną rzeczywistością. Na tym polega poznawcza rola nauki. Wprawdzie ma ona charakter pierwotny, ale nie jest to rola jedyna.

Dla szeroko rozumianego społeczeństwa dużo ważniejsza jest rola praktyczna, którą można rozpatrywać w trzech ujęciach: normatywnym, predykcyjnym i prognostycznym. Rozpoznanie praw rządzących rzeczywistością może być jednym z punktów wyjścia do sformułowania rekomendacji, jaka ta rzeczywistość powinna być oraz jak należy kształtować tę rzeczywistość – potocznie określa się to jako normatywną rolę nauki (jak ma być? jak powinno być?). Należy przy tym zdawać sobie sprawę, że nauki ekonomiczne w ujęciu normatywnym obejmują co najmniej dwa składniki – po pierwsze chodzi o określenie celów (także wartości, zasad), do których osiągnięcia ma prowadzić działalność gospodarcza, oraz – po drugie – wykorzystanie dostępnej wiedzy opisowo-wyjaśniającej do takiego doboru środków (instrumentów), by prowadziły do realizacji tychże celów.

W kontekście powyższego oczywiste staje się, że w swej roli normatywnej nauki ekonomiczne mogą być tylko częściowo „naukowe”. Jest to związane z tym, że określanie celów rozwoju gospodarczego zależy często od wyborów społecznych i politycznych, i w konsekwencji rządzi się zgoła innymi niż nauka prawami.

Wykorzystanie teorii ekonomicznych w rolach praktyczno-predykcyjnej oraz praktyczno-prognostycznej także zależy od jakości i adekwatności zidentyfikowanych prawidłowości opisujących i wyjaśniających rzeczywistość gospodarczą. Przy czym predykcja polega na wyprowadzaniu wniosków z przyjętych uogólnionych założeń, a więc przypomina coś w rodzaju określonego ogólnego prawdopodobnego mechanizmu następstwa przyczyn i skutków. Natomiast prognoza oznacza wykorzystanie mechanizmu predykcji w konkretnych warunkach, opisanych w szczegółowych założeniach, stanowiących składnik każdej prognozy.

Z poczynionych wyżej rozróżnień warto sobie zdawać sprawę przy formułowaniu stwierdzeń na przykład na temat gospodarki po-PKB-bowskiej. Koncentrowanie przez nauki ekonomiczne uwagi na „studiowaniu uwarunkowań i mechanizmów wzrostu utożsamianego, upraszczając, w skali mikro z maksymalizacją zysku z zaangażowanego kapitału, a w skali makro z maksymalizacją dochodu narodowego, najczęściej rozumianego jako produkt krajowy brutto, PKB” (cytat z przywołanego artykułu G.W. Kołodko) wydaje się w tym świetle być nie tyle okolicznością obciążającą przedstawicieli nauk ekonomicznych oraz dowodem niedopasowania i nienadążania nauk ekonomicznych za rzeczywistością, ile skutkiem rozpoznania mechanizmów rządzących działalnością gospodarczą. Innymi słowy trudno mieć do ekonomistów pretensje o to, że przedsiębiorcy dążą co do zasady do maksymalizacji zysku, a sprawujący władzę politycy do maksymalizacji PKB.

Z drugiej strony warto podkreślić, że w zasadzie nie ma ekonomistów, którzy wyznają pogląd, iż wymienione mierniki są najlepszym możliwym narzędziem do opisu pożądanego stanu gospodarki. Wręcz przeciwnie – wielu przedstawicieli szeroko rozumianych nauk ekonomicznych angażuje się w wypracowanie koncepcji rozwiązań pożądanych, zalecanych, rekomendowanych w zakresie dobrobytu rozumianego zarówno w ujęciu indywidualnym, jak i społecznym, odbiegających od tych mierników. Fetysz zysku i PKB niesłusznie bywa odnoszony do nauk ekonomicznych.

Co można zrobić?

Warto przytoczyć jeszcze jeden cytat z artykułu G. W. Kołodko: „Kluczowy element koniecznej zmiany paradygmatu ekonomii to odejście od dyktatu maksymalizacji zysku i ilościowego wzrostu produkcji jako celu gospodarowania oraz sformułowanie go na nowo, z uwzględnieniem imperatywu podporządkowania krótkookresowych interesów prywatnego kapitału długookresowym interesom publicznym”.

W pełni popieram ten postulat. Jest on zresztą podzielany przez zdecydowaną większość znanych przeze mnie przedstawicieli nauk ekonomicznych. Trzeba o tym mówić i dyskutować, proponować rozwiązania i propagować dobre praktyki, stawiać postulaty i uświadamiać zależności, wyciągać wnioski. Mamy w tym miejscu do czynienia z wielkim polem do wykorzystania nauk ekonomicznych w sensie oddziaływania na społeczeństwo i na rozwój społeczno-gospodarczy. Praktyczne funkcje nauki zdają się mieć tutaj nieograniczone pole działania, a rola edukacyjna nauk ekonomicznych staje przed olbrzymią szansą i wielkim wyzwaniem.
Ale pojawia się pytanie: jak to zrobić, by nie skończyło się na dyskusji i postulatach oderwanych od rzeczywistości? Warto dostrzec, że proponowana słuszna zmiana paradygmatu nauk ekonomicznych jest tylko środkiem prowadzącym do ważnego i wyższego celu, jakim jest w uproszczeniu poziom dobrobytu, czy szerzej dobrostanu społecznego. Innymi słowy chodzi o jakość i przetrwanie naszej cywilizacji czyli o jej długoterminową i całościową racjonalność.

Z tej perspektywy zmiana paradygmatu nauk ekonomicznych wydaje się być zdarzeniem czy procesem wtórnym w stosunku do zmian rzeczywistych zachowań człowieka, bo to przecież one tak naprawdę zadecydują o przyszłości cywilizacji. Bardzo upraszczając nie wystarczy, że będziemy dyskutować o konsekwencjach zmian klimatycznych, ale trzeba podjąć działania dostosowujące ludzkość do zagrożeń z nich wynikających. Zapewne można tutaj mówić o relacji sprzężenia zwrotnego pomiędzy rzeczywistością a nauką. Rola nauk ekonomicznych i szerzej nauki jest w tym zakresie trudna do przecenienia.

W świetle przedstawionych uwag najważniejszym ekonomicznym, i nie tylko ekonomicznym problemem ludzkości wydaje się być kwestia zachowań pojedynczych ludzi podporządkowanych stereotypowi homo oeconomicus. Ten stereotyp opisuje tylko tendencje w zachowaniach ludzi i wynika z ich obserwacji. W mojej opinii nie powinien on być traktowany w sensie normatywnym jako zalecenie dla gospodarczych działań człowieka. Czym innym jest to, jak ludzie zachowują się co do zasady, a czym innym jak powinni się zachowywać. Kwestia ta rodzi daleko idące konsekwencje dla gospodarki światowej  jako całości i długookresowe zagrożenia dla naszej cywilizacji, takie jak nadmierny konsumpcjonizm, degradacja środowiska naturalnego, problemy energetyczne, nierówności społeczne, zjawisko wykluczenia społecznego itp.

Należy zwrócić uwagę na swego rodzaju paradoks związany z konstruktem homo oeconomicus. Z jednej strony wskazuje się na to, że zachowania ludzi zgodne z założeniami tego konstruktu doprowadziły ludzkość do niespotykanego awansu cywilizacyjnego w ramach systemu kapitalistycznej gospodarki rynkowej. Otoczenie instytucjonalne stworzone w ramach tego systemu umożliwiło bezprecedensowe zmiany w poziomie dobrobytu w skali światowej, jakkolwiek nie można zapominać o towarzyszącym temu nierównościom i ubóstwu w wielu rejonach świata. Z drugiej strony to, co stanowiło przez kilka wieków mechanizm napędowy przyrostu światowego dobrobytu zdaje się obecnie stawać się głównym zagrożeniem dla ciągłości naszej cywilizacji.

Z tego punktu widzenia ta nowa wyłaniająca się rzeczywistość wydaje się mało atrakcyjna. Dla pocieszenia można sobie zadać następujące pytanie: być może nasze poczucie niezwykłości naszej epoki jest przesadzone? Nie znając na nie odpowiedzi trzeba jednak coś założyć – ja zakładam, że czas na podjęcie skutecznych przeciwdziałań neutralizujących zagrożenia dla naszej cywilizacji mija nieubłaganie i zostaje go coraz mniej.

Aby te przeciwdziałania powiodły się musi być wiara, że mogą przynieść sukces. Kluczowa będzie zmiana mentalności ludzkiej w kierunku odejścia od agresywnej wersji homo oeconomicus w stronę homo oeconomicus moralis. Ta druga koncepcja może być rozumiana jako swego rodzaju kompromis pomiędzy dążeniem do realizacji celów własnych a empatią dla aspiracji innych ludzi z jednoczesnym uwzględnieniem całościowego interesu społecznego i racjonalności globalnej czyli długookresowej i odnoszącej się do całej cywilizacji. Na dobry początek wszyscy powinniśmy wykonać refleksję nad naszymi rolami i nad możliwym wkładem do zmiany.

W programie minimum powinno być zagwarantowane miejsce dla postulatów ograniczenia konsumpcji czy odpowiedzialnej konsumpcji oraz dbałości o środowisko naturalne. Nie należy przy tym wierzyć, że wystarczy do tego wiara w samorefleksję wszystkich ludzi. Nie podlega wątpliwości konieczność równoległego prowadzenia działań zarówno w zakresie polityki gospodarczej (skoordynowanej w skali świata), jak i ofensywy edukacyjnej,  popularyzacji nauki itp. W tym sensie dążenie do rozumnych zmian paradygmatu nauk ekonomicznych jest w pełni uzasadnione.

Marian Gorynia

___________________

Prof. dr hab. Marian Gorynia – znakomity polski ekonomista, uznany autorytet w zakresie międzynarodowej ekonomii i międzynarodowego biznesu oraz międzynarodowej konkurencyjności jest przewodniczącym Rady Naukowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, b. rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, obecnie profesorem na tej uczelni... 
 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem