Wydanie nr: 6 (202) LISTOPAD 2021
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie















JAWI





































Siła i słabości nowego pragmatyzmu...

Okazję do napisania tego tekstu stwarza nadanie prof. Grzegorzowi W. Kołodce tytułu doktora honorowego Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Jego wkład do ekonomii polskiej i światowej jest niepodważalny. Prof. Kołodko jest wybitnym makroekonomistą o szerokich horyzontach badawczych. We wcześniejszych stadiach kariery naukowej zajmował się badaniami gospodarki socjalistycznej, z sukcesem wskazując rozbieżności między normatywną jej wersją a realiami. Duże uznanie przyniosły mu badania transformacji gospodarek posocjalistycznych i krytyczne analizy tych procesów w perspektywie międzynarodowej.

Prof. Kołodko zasłynął też krytycznymi ocenami polskiej ścieżki transformacji, skrótowo ujmowanej jako plan Balcerowicza. Należy zaznaczyć ważną rolę profesora jako polityka gospodarczego, który kilka razy pełnił funkcję wicepremiera i ministra finansów. Przygotował on m.in. strategię dla Polski, a pełnienie przezeń ważnych funkcji w administracji państwowej zbiegło się z dobrymi wskaźnikami dynamiki polskiej gospodarki.

Jego zasługą jest też szersza refleksja nad istotą ewolucji różnych systemów gospodarczych, szans rozwojowych gospodarki światowej, a także ograniczeń krępujących jej rozwój. Umiejętnie łączy on analizę ekonomiczną z uwarunkowaniami socjologicznymi, politycznymi, prawnymi, psychologicznymi, dzięki czemu jego perspektywa badawcza ma charakter interdyscyplinarny. Duże uznanie, również w kontekście międzynarodowym, przyniosły mu prace o gospodarce i – szerzej – cywilizacji chińskiej. Grzegorz W. Kołodko publikuje dużo i regularnie. Jego artykuły zamieszczane są w renomowanych czasopismach, publikuje też książki tłumaczone na języki obce. Nie stroni od żywej i zajmującej publicystyki.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie jego poglądy zasługują na bezwarunkową akceptację. W moim przekonaniu powinno być odwrotnie: o pozycji naukowca, zwłaszcza w naukach społecznych, powinien współdecydować rezonans, jaki wywołuje w środowisku naukowym i w społeczeństwie.

Postęp społeczny i gospodarczy odbywa się przy permanentnym ścieraniu się różnych idei i hipotez. Sukcesem każdego naukowca jest wkład do tej dialektycznej dyskusji, inspirujący innych do krytyki, ale i szukania lepszych wyjaśnień i interpretacji tego, co nie zostało jeszcze wyjaśnione i zinterpretowane.

W tym tekście nie chodzi więc o laurkę, ale o dyskurs naukowy. Poruszając się w tym duchu można zakwestionować niektóre poglądy prof. Kołodki z intencją ich dopracowania. Oto cztery elementy polemiczne dotyczące jego poglądów ;

- ocena transformacji, koncepcja nowego pragmatyzmu;
- wiara w możliwości człowieka, racjonalizm, naukę;
- idea post-PKB-owskiego wzrostu gospodarczego.

Polska transformacja


Symbolicznym wyrazem polskiej transformacji gospodarczej jest określenie plan Balcerowicza. To zestaw posunięć polityki gospodarczej wprowadzany od 1990 r., mający umożliwić przejście od systemu centralnie administrowanej gospodarki socjalistycznej do rynkowej. Wdrożenie planu w postaci pakietu ustaw i rozporządzeń nie było jednorazowym aktem, ale rozłożonym w czasie procesem społecznym. Podobne procesy zostały rozpoczęte w większości tzw. gospodarek posocjalistycznych Europy Środkowo-Wschodniej. Plan Balcerowicza był rozwiązaniem kompleksowym, przygotowanym w dużym tempie. Nie było wówczas widać realnej dlań alternatywy. Po 30 latach jego oceny są nadal bardzo rozbieżne.

Grzegorz W. Kołodko należy do najbardziej zdecydowanych krytyków planu Balcerowicza. Podstawowy jego zarzut to, że była to nie tyle terapia szokowa, ile szok bez adekwatnie rozpisanej terapii. W krytyce Kołodki pojawia się argument, że polską transformację można było przygotować i przeprowadzić inaczej – w sposób mniej gwałtowny i radykalny, co pozwoliłoby uniknąć wielu kosztów ekonomicznych i społecznych.

Poglądy Kołodki w tej materii nie są odosobnione. Wydaje się jednak, że historyczne oceny polskiej transformacji powinny zmierzać do zauważenia, że:

- opracowanie planu Balcerowicza odbyło się przy silnej presji czasu w skomplikowanych warunkach politycznych, społecznych, gospodarczych i historycznych;

- historyczne komparatywne wyniki realizacji planu Balcerowicza są dla Polski bardzo korzystne – to pozwala obronić jego logikę i założenia, można bowiem stwierdzić, że żadne państwo posocjalistyczne nie zrobiło tego lepiej;

- nie oznacza to, że koncepcja i realizacja planu Balcerowicza była doskonała i że automatycznie należy odrzucać jakąkolwiek debatę nad nimi. Dojrzała dyskusja powinna jednak rozróżniać typy idealne porządku gospodarczego od realizowalnych i wdrażanych faktycznie w życie;

- podstawową regułą przy formułowaniu tego rodzaju ocen powinno być dostrzeżenie, że czym innym jest ocena ex ante i ex post. Niezauważanie tego jest pierwotnym podłożem rozproszenia ocen polskiej transformacji;

- przyjmując zasadę wyważonego kompromisu, można zaproponować taki konsens w ocenie polskiej transformacji: Polska transformacja przeprowadzona na fundamentach planu Balcerowicza była względnym sukcesem na tle innych krajów regionu, jakie znalazły się w podobnej sytuacji. Ten sukces nie oznacza, że była ona doskonała i wolna od błędów, które jednak nie powinny przysłaniać jej generalnie pozytywnej oceny. Dyskusja nad błędami może być potrzebna do uniknięcia potknięć w przyszłości.

Wydaje się, że taki konsens mógłby się spotkać z akceptacją wszystkich sił społecznych, politycznych, a także ze strony naukowców. Dobrze byłoby, by to spojrzenie na polską transformację przyjęło się zarówno w Polsce, jak i za granicą. Obserwatorzy zagraniczni wykazują się większą skłonnością do uznania polskiej transformacji za sukces w zestawieniu z wynikami innych krajów. Ponadto ważne, że taki konsens zdaje się zawierać kompromis między poglądami prof. Kołodki i dwóch wcześniej wyróżnionych doktorów honorowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu: profesorów Leszka Balcerowicza (2006) i Stanisława Gomułki (2010).

Nowy pragmatyzm


Ważnym wkładem Grzegorza W. Kołodki do współczesnych nauk ekonomicznych jest sformułowanie koncepcji nowego pragmatyzmu. Idea ta spotkała się z szerokim rezonansem w Polsce i za granicą. Jej podłoża można doszukiwać się w ograniczeniach tzw. ekonomii głównego nurtu albo ekonomii ortodoksyjnej (co w uproszczeniu można określić jako ekonomię neoklasyczną). Mocno zaksjomatyzowany i sformalizowany jej charakter, a także znaczne oderwanie od realiów gospodarki poprzez przyjmowanie nieprzystających do niej założeń, sprawiają, że nieustannie szukane są rozwiązania pokonujące jej ograniczenia.

Można wyróżnić trzy kierunki poszukiwań: wyłanianie się szkół heterodoksyjnych, ewolucja i doskonalenie teorii głównego nurtu (m.in. poprzez absorpcję niektórych postulatów heterodoksji) oraz mająca charakter eklektyczny koncepcja nowego pragmatyzmu.

Przedstawiając istotę nowego pragmatyzmu, Kołodko pisze: „Chodzi o nieortodoksyjną teorię ekonomii, a nawet szerzej – teorię nauk społecznych, zorientowaną na praktykę, czyli w skali makroekonomicznej i społecznej – a w istocie już w skali światowej – na politykę, na globalną strategię rozwoju sensu largo".

Oceniając nowy pragmatyzm wskazuje się na trzy jego słabości, których pokonanie mogłoby przyczynić się do udoskonalenia tej koncepcji:

- bez szerszej diagnozy, czym jest gospodarka, bez wyłuszczenia podstaw filozoficznych (ontologia, epistemologia, metodologia) nowy pragmatyzm przedwcześnie przechodzi do konstruktywizmu. Tymczasem rozbudowana refleksja nad tym, czym jest gospodarka mogłaby doprowadzić do zrozumienia, jakie są ograniczenia epistemologiczne w jej poznawaniu i jakie prawdopodobnie wystąpią różnice w możliwościach jej poznania w zestawieniu choćby z naukami przyrodniczymi;

- nowy pragmatyzm bez starannego udokumentowania, wyjaśnienia i zrozumienia tego, co jest i co było, patrzy aktywnie i konstruktywistycznie w przyszłość, formułując zalecenia normatywne i rekomendacje. Można mówić o braku wiarygodnej i przekonującej diagnozy gospodarczej przeszłości. Powstaje więc wrażenie, że zwrot ku przyszłości następuje bez pełnego rozpracowania fundamentów diagnozy sytuacji, która jest punktem wyjścia;

- nowy pragmatyzm – zgodnie z intencją autora tej koncepcji – to normatywna konsekwencja deskryptywnego ujęcia przedstawionego jako koincydencji teoria rozwoju. Ten zarzut wiąże się z poprzednimi. Problem jednak w tym, że trudno uznać koincydencji teorię rozwoju za koncepcję równorzędną, mogącą konkurować z wyjaśnieniami świata gospodarczego proponowanymi przez ekonomię neoklasyczną. To sytuacja podobna jak z innymi nurtami ekonomii określanymi jako heterodoksyjne. Nurty te, wychodząc zazwyczaj z totalnej krytyki ekonomii głównego nurtu, same nie potrafią zaproponować konkurencyjnej wizji świata gospodarczego. Skupiają uwagę na jakimś wybranym aspekcie rzeczywistości gospodarczej i próbują rozwijać go w duchu polemiki z mainstream economics. Nie oznacza to jednak, że proponują jakieś alternatywne ujęcia teorii ekonomii jako zwartej całości – zazwyczaj ich istota sprowadza się do alternatywnego ujęcia jakiegoś aspektu lub zaproponowania nowych aspektów analizy, które de facto poszerzają pole zainteresowań ekonomii głównego nurtu, a ta zresztą wykazuje się w wielu przypadkach zdolnością do ewolucji i do absorbowania tych propozycji w swoich modyfikowanych ramach teoretycznych.

Filozofia gospodarki


Przyglądając się pracom prof. Kołodki, w oczy rzuca się jego wiara w potęgę rozumu, w znaczenie i rolę nauki w budowaniu postępu. Można zaryzykować twierdzenie, że jego rozważania są z nadmiarem przesiąknięte oświeceniowym racjonalizmem. Najlepiej oddają to te jego słowa: „Świat [...] można intelektualnie ogarnąć. Nigdy do końca i nigdy w pełni, ale w dużej mierze. Tym większej, im szerzej i głębiej na tę rzeczywistość się patrzy. Szerzej i głębiej oznaczać musi interdyscyplinarnie i nieortodoksyjnie, krytycznie i progresywnie, odważnie i niekonwencjonalnie. Gdy już takie rozumowe ogarnięcie otaczającej nas rzeczywistości się udaje, można próbować zmieniać ją na lepsze, zgodnie z odwiecznym ludzkim pragnieniem, które jest źródłem wszelkiego postępu".

Co do intencji i kierunku nie sposób nie zgodzić się z takim rozumieniem roli nauki. Jednocześnie jednak wydaje się, że w dążeniu do realizacji tych ideałów wskazana jest pewna doza pokory. Od wieków natura i środowisko udowadniają nam, że mimo starań i wielkiego postępu możliwości człowieka są ograniczone. Dobitnie świadczą o tym choćby doświadczenia wyniesione z pandemii. Złudna i przewrotna wydaje się też wiara, że wyniki osiągane przez gospodarkę w całości zdeterminowane są przez stosowane środki polityki gospodarczej.

Wzrost post-PKB-owski


Istotą PKB jest pomiar wartości wytworzonych produktów i usług, przy czym milcząco się przyjmuje, że podnoszą one dobrobyt jednostek i społeczeństwa. Zaletą jest prostota przejawiająca się w tym, że wszystkie składniki PKB daje się wyrazić w pieniądzu – mamy więc jedno kryterium i łatwo jest agregować jego składniki. Druga cecha wskaźników PKB to ich przygotowanie według ujednoliconej w skali międzynarodowej metodologii liczenia; dzięki temu zapewniona jest porównywalność różnych krajów i okresów (po uwzględnieniu zmian cen).

Wskaźnik PKB jest często krytykowany za pomijanie pracy własnej w gospodarstwach domowych (np. obiad zjedzony w restauracji jest ujmowany inaczej niż przygotowany w domu), użytkowania dóbr używanych oraz za uwzględnianie w rachunku dóbr i usług „budzących wątpliwości" (alkohol, papierosy, niezdrowa żywność). Dlatego podejmowane są próby budowy innych wskaźników mających opisać poziom dobrobytu (wskaźnik rozwoju społecznego, wskaźnik szczęścia, wskaźnik przeciętnej oczekiwanej długości życia itp.).

Inne słabości wskaźników PKB wiążą się z tym, że w podstawowej postaci wskaźniki nie uwzględniają skażenia środowiska przez działalność kreującą PKB. Produkcja branż silnie je degradujących sumowana jest z produkcją branż przyjaznych dla środowiska i w ostatecznym poziomie wskaźnika jest to nieuchwytne. Wskaźniki PKB nie uwzględniają też rozkładu bogactwa i zróżnicowania dochodów, czyli nierówności ekonomicznych. Można to zilustrować obserwacją, że dziesiąty kotlet zjedzony przez obżartucha ciąży w rachunku tak samo jak pierwszy zjedzony przez ubogiego bezdomnego.

W dyskursie publicznym obecny jest też inny wątek analizujący związki między PKB a pandemią. Postuluje się, by jednym z pożądanych ze społecznego punktu widzenia następstw pandemii była rewizja podejścia do zmian PKB, zwłaszcza odejście od fetyszyzowania dynamiki wzrostu. Czasami mówi się nawet o „odwzrostowieniu" rozwoju gospodarczego, wskazując, że nie musi on oznaczać więcej, ale może oznaczać inaczej.

Trzeba jednak zauważyć, że natura zwyżek i spadków PKB może być przewrotna. Czy każdy oficjalnie rejestrowany wzrost PKB jest pożądany i czy każdy spadek PKB jest niekorzystny? I odwrotnie: czy każdy wzrost PKB jest niekorzystny i czy każdy spadek PKB jest korzystny?

Rozważania na temat natury PKB i rekomendacji co do jego pożądanego wzrostu lub spadku nie powinny popadać w uproszczenia, które mogą prowadzić do błędnych wniosków. Może się bowiem przydarzyć zarówno „niedobry wzrost" PKB, jak i „dobry spadek" PKB. Wydaje się, że sformułowane uwagi mają taką zaletę, iż nie odbierają ani konsumentom, ani politykom tak pożądanych i wypatrywanych szans wzrostu PKB. Pokazują bowiem, że PKB może rosnąć, ale rosnąć powinien inaczej niż dotychczas – powinien zmieniać strukturę w taki sposób, aby globalnie rozumiane środowisko naturalne było w stanie znieść uciążliwości będące skutkami działalności człowieka i przetrwać w postaci dającej perspektywę zachowania naszej cywilizacji.

Jestem przekonany, że te spostrzeżenia będą zachętą do kontynuowania polemiki na temat poglądów Grzegorza W. Kołodko. Być może to dobry kierunek doskonalenia polskiej myśli ekonomicznej? Taka intencja przyświecała powyższemu wywodowi.

Marian Gorynia
_______________

*) Prof. dr hab. Marian Gorynia był w latach 2002–2016 prorektorem, a następnie rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Przewodniczący Rady Naukowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.   


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner


Błędy nauk ekonomicznych - polemika...

W swej polemice z G. Kołodko, M. Gorynia broniąc osiągnięć nauk ekonomicznych, wysuwa tezę, że dotychczasowe paradygmaty tych nauk, opierające się w dominację dążenia do maksymalizacji zysku i PKB oraz o założenia racjonalności działania „homo economicus” nie tyle były wyrazem podejścia normatywnego, co konsekwencją pozytywnego opisu dotychczasowej rzeczywistości społecznej, która dopiero obecnie zaczyna się zmieniać w wyniku poszerzania się zestawu celów działania ekonomicznego i społecznego o osiąganie efektów środowiskowych i tego co mieści się w koncepcji „homo moralis”.

I z tą tezą M. Goryni nie bardzo mogę się zgodzić. Choć bowiem globalne zagrożenia dla rozwoju ludzkości, występujące w szczególności w wymiarze środowiskowym, a związane z tradycyjnie rozumianym wzrostem gospodarczym pojawiły się i zostały docenione dopiero w ostatnich dekadach, to nie można nie dostrzegać tego, że sprowadzenie przez nauki ekonomiczne człowieka do homo economicus od samego początku było poważnym błędem poznawczym.(Błędem nauk ekonomicznych w sensie pozytywnym.) Nie jest bowiem tak, że w czasach A. Smitha człowiek był jedynie egoistycznie racjonalną jednostką ekonomiczną a dopiero współcześnie przekształca się w osobę odpowiedzialną także moralnie. Nie jest także tak, że w swoim działaniu gospodarczym człowiek zaczyna uwzględniać wartości moralne dopiero po zaspokojeniu podstawowych potrzeb ekonomicznych. Wprawdzie z koncepcji piramidy potrzeb Maslowa można by taki wniosek wyciągnąć, jednak współczesna psychologia wskazuje, że wyodrębnione przez niego grupy potrzeb nie pojawiają się kolejno po sobie, lecz często występują równolegle obok siebie, lub zmieniają swoją hierarchię w zależności od warunków zewnętrznych i cech oraz sytuacji osobistej jednostki.

Tym samym nie można zgodzić się z tym, że dopiero współczesne warunki funkcjonowania społeczeństw powodują odejście w działaniu ludzi od schematu homo economicus. Ludzie zawsze w swoim działaniu (także ekonomicznym) kierowali się zróżnicowanymi motywacjami, wśród których było zaspokojenie potrzeb materialnych (fizjologicznych) ale także potrzeb miłości, uznania społecznego czy samorealizacji. To, że nauki ekonomiczne tego nie uwzględniały było więc ich błędem. Wprawdzie błąd ten można usprawiedliwić niedostatkami rozwoju psychologii społecznej, jednak nie zmienia to faktu, że przez blisko 200 lat nauki ekonomiczne rozwijały się i formułowały swoje zalecenia w oparciu o fałszywe poznanie rzeczywistości.

Przy tym błąd ten, poprzez swój wpływ na świadomość społeczną i sposób funkcjonowania gospodarki, zrodził samo wzmacniające się sprzężenie zwrotne. Organizacja społeczeństwa kapitalistycznego, jako podporządkowanego dążeniu do indywidualnych korzyści materialnych, powodowała bowiem, że zaczynało w nim brakować miejsca na realizację działań służących innym celom i wartościom. (Już K. Marks zauważył, że kapitalista, który nie będzie maksymalizował zysku, zostanie wyeliminowany z rynku przez konkurentów.) W konsekwencji rzeczywistość gospodarki rynkowej zdawała się potwierdzać słuszność założenia homo economicus, zaś podporządkowanie systemu gospodarczego dążeniu do maksymalizacji korzyści ekonomicznych, coraz bardziej ograniczało miejsce na realizację wartości zawartych w idei homo moralis. Chyba najsilniej tendencję tę dało się zauważyć w neoliberalnym, silnie nacechowanym imperializmem ekonomicznym, podejściu do zjawisk społecznych.

Z tezą M. Goryni o obiektywnym a nie normatywnym charakterze założenia homo economicus nie sposób zgodzić się także ze względu na zawarte już u A. Smitha twierdzenie, że dzięki działaniu mechanizmu rynkowego egoistyczne dążenie do maksymalizacji własnych korzyści przyczynie się do pomyślności i bogactwa całego społeczeństwa. Z tego zaś w naukach ekonomicznych wyprowadzony został wniosek, że nie należy zawracać sobie głowy jakimiś altruistycznymi bzdurami. Niech każdy maksymalizuje swoje egoistyczne i materialne korzyści a społeczeństwo osiągnie dobrobyt (a zapewne i szczęście). Taka teza nie jest już po prostu opisem rzeczywistości, lecz staje się postulatem skierowanym zarówno do jednostek jak i do państwa: by stwarzało warunki dla rozwoju indywidualnych egoizmów i nie ograniczało ich nadmiernymi regulacjami. Jeśli nie jest to traktowaniem homo economicus jako zalecanej normy, to co byłoby taką normą ?

Natomiast w pełni zgadzam się z M. Gorynią, że obecnie nadszedł najwyższy czas na to by nauki ekonomiczne odeszły od swoich błędnych paradygmatów, w tym w szczególności od swego zapatrzenia w homo economicus i w wielkość PKB, i zaczęły myśleć o tym jak wykorzystywać zasoby dla lepszego zaspokojenia potrzeb homo moralis .

Oczywiście postawi to przed nimi zupełnie nowy problem: kto i na jakich podstawach ma określić zestaw wartości podlegających ochronie i/lub maksymalizacji w ramach tego, słabo dotąd sprecyzowanego, pojęcia. Jest to jednak temat na zupełnie inną dyskusję.

Janusz J. Tomidajewicz. 
______________________  

*) Prof. dr hab. Janusz Tomidajewicz - emerytowany profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i Uniwersytetu Zielonogórskiego. Był kierownikiem Katedry Polityki Gospodarczej i Planowania Rozwoju. Członek Zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Naukowego „European Research Community – PGV” i Międzynarodowej Grupy Badawczej Ekonomiści na rzecz alternatywnej polityki gospodarczej - „Euromemorandum Group”. Członek Zarządu Wojewódzkiego PTE w Poznaniu i redaktor naukowy cyklicznych raportów o sytuacji gospodarczo-społecznej w Polsce publikowanych jako „Obserwatorium Ekonomiczne PTE” - dodatek on-line  do „Przeglądu Ekonomicznego”. Obok autorstwa prac badawczych i naukowych, pisze teksty z zakresu publicystyki ekonomicznej i społeczno-politycznej publikowane między innymi na łamach: Przeglądu, Nowego Obywatela i Trybuny oraz portali: Studio Opinii, lewica.pl., Europartner  i Tak, ale... 


 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner


Polski Instytut Archeologiczny w Atenach...

Polski Instytut Archeologiczny w Atenach (PIAA) ma już swoją siedzibę. We wtorek, 26 października, uroczyście zainaugurowano jego działalność, kończąc tym samym wieloletni proces powstawania instytucji, która służyć będzie wszystkim polskim badaczom dziejów Grecji, nie tylko archeologom. PIAA jest pod względem organizacyjnym jednostką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (centrum uniwersyteckim).  PIAA powstał dzięki porozumieniu, którego sygnatariuszami od 2018 roku są: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytet Rzeszowski, Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Wrocławski. (Na zdjęciu Rektorka UAM prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska przemawia podczas otwarcia PIAA).

W uroczystym otwarciu siedziby Instytutu w Atenach wzięli udział: Wiceminister Spraw Zagranicznych RP Szymon Szynkowski vel Sęk, Sekretarz Generalny Ministerstwa Kultury i Sportu RG - Georgios Didaskalou. oraz Ambasador RP w Atenach Artur Lompart. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza reprezentowali: Rektorka UAM prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska oraz Rektor poprzedniej kadencji prof. dr hab. Andrzej Lesicki i Prorektor prof. dr hab. Rafał Witkowski.

- Zaczyna działać instytucja kluczowa dla polskich badań naukowych w strefie egejskiej - mówi Rektorka UAM prof. Bogumiła Kaniewska. - Polski Instytut Archeologiczny w Atenach włączył polską naukę do ekskluzywnego grona badaczy kreujących wiedzę o kolebce naszej cywilizacji, jaką niewątpliwie jest Hellada – dodaje prof. Kaniewska.

PIAA reprezentuje przed władzami greckimi wszystkich naukowców polskich, nie tylko tych, którzy chcą tam prowadzić badania wykopaliskowe, ale także innych, potrzebujących dostępu do kolekcji muzealnych czy archiwów - wyjaśnia dyrektor PIAA prof. Janusz Czebreszuk z UAM i dodaje - Zgodnie z greckim prawem samodzielnie mogą prowadzić swoje badania w Grecji tylko naukowcy z tych krajów, które otworzyły swój instytut („szkołę zagraniczną”) w Atenach.
 
Dotychczas Polacy mogli być członkami zespołów naukowych, ale bez prawa kierowania nimi.
Zadaniem PIAA jest promowanie osiągnięć naukowych i kultury polskiej w międzynarodowym środowisku intelektualnym Aten i całej Grecji. W tym celu uruchomione zostaną dwa programy: naukowy i kulturalny, na które składać się będą wykłady, seminaria, wystawy, wieczory autorskie, szkoły letnie i inne typy wydarzenia.

Realizacji wymienionych działań służyć będzie właśnie siedziba w Atenach. Jest to apartament w samym centrum Aten, z główną salą, pełniącą funkcję biblioteki, ale także przygotowaną do organizacji spotkań różnego typu. W siedzibie są też 3 pokoje gościnne, które będą służyć członkom Polskiego Instytutu Archeologicznego w Atenach, jako wygodna i tania baza umożliwiająca im pracę naukową w Grecji.

Starania o utworzenie PIAA rozpoczęto już w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku i brali w nich udział naukowcy z kilku najważniejszych polskich instytucji akademickich. Jednak dopiero w roku 2018 udało się utworzyć struktury organizacyjne, które umożliwiły powstanie PIAA. Zgodnie z porozumieniem UAM utworzył centrum uniwersyteckie pod nazwą „Polski Instytut Archeologiczny w Atenach”. Instytut przygotował aplikację do Rządu Republiki Greckiej o oficjalne uznanie go za instytucję zwaną w prawie greckim „zagraniczną szkołą archeologiczną w Grecji”. Taki status został przyznany PIAA przez Ministra Kultury i Sportu Grecji w połowie 2019 roku. Jesteśmy 18-stą „szkołą zagraniczną w Atenach”. Latem 2020 roku, dzięki ścisłej współpracy z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego UAM zakupił apartament, w którym działać będzie PIAA. (Fot. Ambasada RP Ateny) 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner


Federacja uniwersytetów - nowa jakość...

W piątek 1 października w Gabinecie Rektora UAM, tuż przed uroczystą inauguracją, Rektorzy poznańskich uczelni publicznych podpisali list intencyjny w sprawie poznańskiego uniwersytetu federacyjnego. Podtrzymują w nim deklaracje poprzedników (oraz uchwały Senatów 8 uczelni z czerwca 2020 roku) dotyczące kontynuacji działań zmierzających do powołania federacji. “Jesteśmy przekonani, że Federacja stanie się zwieńczeniem wieloletniej współpracy naszych uczelni i będzie służyła jej dalszemu rozwojowi. Ta forma bliższej integracji przyczyni się do podniesienia rangi poznańskiego środowiska naukowego w kraju, w Europie i na świecie. (Na zdjęciu od prawej: Prof. dr hab. Krzysztof Szoszkiewicz UPP; Prof. AWF dr hab. Dariusz Wieliński AWF; Prof. dr hab. Teofil Jesionowski PP; Prof. dr hab. Hanna Kostrzewska AM; Prof. dr hab. Andrzej Tykarski UMP;  Prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska UAM; Prof. dr hab. Maciej Żukowski UEP;  Prof. dr hab. Wojciech Hora UAP; Prof UAM dr hab. Andrzej Lesicki - Fot. Przemysław Stanula).

Wyrażona w ten sposób jedność celów i działań będzie źródłem synergistycznego wzrostu osiągnięć naukowych i artystycznych naszych uczelni, a tym samym całego środowiska naukowego miasta Poznania” - napisano w treści dokumentu, w którym wskazany został także główny obszar działalności sfederowanej uczelni: badania naukowe i działalność artystyczna, kształcenie doktorantów, nadawanie stopni i tytułów naukowych, promocja oraz komercjalizacja wyników działalności naukowej. Sygnatariuszami listu jest 8 poznańskich uczelni: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, Politechnika Poznańska, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, Uniwersytet Artystyczny im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu, Akademia Wychowania Fizycznego im. Eugeniusza Piaseckiego w Poznaniu oraz Akademia Muzyczna im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu.

- Trwają intensywne prace nad wypracowaniem porozumienia, na podstawie którego powstanie federacja, która będzie miała silniejszy głos niż pojedyncze uczelnie – mówi Rektorka UAM prof. Bogumiła Kaniewska. - Podkreślam, że tożsamość i dorobek żadnej z uczelni nie zostanie pominięty, wszyscy zachowują swoją odrębność finansową i organizacyjną. Ale sfederowana jednostka będzie ewaluowana we wszystkich dziedzinach i niemal wszystkich dyscyplinach naukowych. Z ponad stutysięczną rzeszą studentów zdecydowanie będzie największym ośrodkiem akademickim w Polsce – dodaje Rektorka UAM.

- To kolejny ważny krok w kierunku powstania federacji – mówi przewodniczący Centrum Integracji i Rozwoju prof. Andrzej Lesicki, koordynator działań federacyjnych. - Teraz przygotowany zostanie statut federacji tak, by po spodziewanej w roku 2022 ewaluacji osiągnięć naukowych doszło do podpisania dokumentu powołującego federację. Zgodnie uważamy, że federacja jest formą wzmacniającą więzi pomiędzy uczelniami, która może przynieść naukową rangę ośrodka poznańskiego. Jednocześnie ta forma współpracy pozwoli wszystkim uczelniom zachować ich dotychczasową odrębność i tradycję, wyzwalając nową energię w dążeniu do doskonałości naukowej i opartej na niej wysokiej jakości kształcenia – dodaje prof. Andrzej Lesicki.  (Żródło: Biuro Prasowe UAM)  


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem