Wydanie nr: 1 (192) STYCZEŃ 2021
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie















JAWI





































Spiżowe bramy...

Spiżowa Brama (wł. Portone di bronzo ) – jedna z trzech bram, przez którą można się dostać na teren państwa watykańskiego. Znajduje się ona w kolumnadzie po prawej stronie placu Św. Piotra.  Wyrażeniem „za Spiżową Bramą” określa się wydarzenia rozgrywające się na terenie Watykanu. Ale nie o nich chcę tu pisać, chociaż w chwili medialnego otwierania tych bram, ujawniania latami skrywanych, zacieranych fizycznych, moralnych i finansowych nadużyć, krzywdzenia często  wiernych przez ich przewodników tych, którzy przywdziali sutanny, przyjęli święcenia by służyć tak Najwyższemu jak i społeczności zawierzającej im swoje oddanie Bogu wypaczyli Dekalog oraz cywile prawo karne – eufemistycznie mówiąc nikczemnymi  praktykami. Te kwestie rozstrzyga prawo różnych instancji i niech w jego gestii pozostaną.

Mnie natomiast zawsze fascynowały najróżniejsze odrzwia, wrota świątynne zwykle mocno przewyższające posturę nawet rosłego człowieka. Zdobione, z trudem często popychane, by móc znaleźć się za progiem, którego strzegą.  Gdy więc wpadła mi do ręce publikacja Wydawnictwa Uniwersytetu Rzeszowskiego (nominowana do nagrody w Konkursie na Najlepszą Książkę Naukową i Popularnonaukową Wydawnictwa UAM) – Grażyny Ryby księga zatytułowana opisowo  „Na granicy przestrzeni drzwi z brązu w biografii artystycznej twórcy Chromy – Zemła –  Mitoraj” pomyślałam, że to może być ciekawy przewodnik po tych niekiedy fantastycznie rzeźbiarskich wejściach, w dużym stopniu artystycznie tajemniczych dla człowieka z zewnątrz, jakkolwiek na ogół z czytelną wyraźnie symboliką, będącą dziełem  wybitnych twórców, rzeźbiarzy najwyższej próby.

Faktycznie – książka rozkodowuje znaki wdrukowane w liczne opisane tu Drzwi do Raju, Drzwi do Przeszłości, Wrota Metaforyczne. Nie czyni tego, ot po prostu pasjonat, ale osoba szeroko, merytorycznie przygotowana zarówno na płaszczyźnie teoretycznej, jak i metaforycznej, symbolicznej, a więc ze znawstwem i z pasją zgłębiająca sztukę inspirowaną konkretnym przesłaniem i znaczeniami, wibrującymi tak, by naciskający klamkę tychże wrót, otwierał w sobie ścieżkę pewnego mistycyzmu, by była w nim zarówno fascynacja, jak i trwoga, radość, ale i świadomość, że podstawę, głębię życia buduje refleksja, pokora, oddanie …
Biada temu, kto nie pielęgnuje w sobie refleksji, kto beznamiętnie klepie pacierze, za nic ma moc słowa, nie dostrzega nie zawsze wyraźnych, nie zawsze wprost rysujących się przed nami znaków.

Autorka książki ukończyła historię sztuki Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz studia licencjacko-doktoranckie organizowane przez Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie.

Dysertację doktorancką przygotowała pod kierunkiem o. prof. dra hab. Józefa Benignusa Wanata. – Jej zainteresowania badawcze koncentrują się wokół zagadnień związanych ze sztuką współczesną sakralną i religijną w ujęciu znanych i uznanych twórców, stąd w tytule przywołanej tu pracy trzy wielkie nazwiska rzeźbiarzy o światowej renomie, wpisane trwale w historię sztuki polskiej: Bronisław Chromy, Kazimierz Gustaw Zemła oraz  Igor Mitoraj.
 
Książka jest tyleż oczywista, co nie oczywista. Bo iluż z nas zatrzymuje się na dłużej przy wszystkich tych wrotach, zastanawia się nad ich symboliką, docieka kto jest twórcą danego przejścia ?

A w architekturze chrześcijańskiej cywilizacji basenu Morza Śródziemnego rzeźbione drzwi spiżowe występują od ich zarania, od początku wznoszenia świątyń istniały drzwi zdobione dekoracją figuralną.

Autorka w swojej pracy przypomina, iż: – Już na terenie Cesarstwa Rzymskiego, następnie Bizantyjskiego one istniały. Jakkolwiek do naszych czasów zachowały się tylko te rzeźbione w drewnie. Nie przetrwały drzwi wykonywane w brązie.
 
Mocno intrygować może dlaczego te wydawałoby się trwalsze od wykonanych w drewnie drzwi praktycznie już dzisiaj nie istnieją ?  

Jak wiemy zarówno z chemii, jak i fizyki – stopy brązu są zróżnicowane,  a zatem rozmaitej jakości. Ale nie to stanowi o znikomej ilości tych bram w naszej dobie.  Zwyczajnie – co pamiętamy z historii – były one w czasie licznych przecież w Europie starć przetapiane na broń oraz na dzwony!

Wracając jednakże do kwestii drzwi – przestrzeni granicznej (definicja stanowi: Drzwi to „ruchome zamknięcie otworu wejściowego […] wnętrza, bądź sam ten otwór), w przypadku świątyń pojmowanej też jako przestrzeni sacrum (wnętrze) i profanum – to, co zewnętrzne.
I tak się jakoś dzieje, tak to odczuwamy, że wejście do każdej ze świątyń również dla ateistów, osób niewierzących jest pewnym przeżyciem związanym chociażby z odmiennością przestrzeni, z nierozpoznawalnością wielu symboli różnych wiar, różnych kultur.

Opisy przez historyków sztuki obrazów, rzeźb, witraży są powszechnie oczywiste. Rozprawy o stylach architektonicznych przyjmujemy też za ewidentne. Drzwi otwieramy i zamykamy. Intryguje nas niekiedy klamka, zwłaszcza gdy stawia opór… Natomiast autorka książki „Na granicy przestrzeni” widzi w nich kurtynę, za którą zmienia się pole widzenia. Poświęca mu swoje refleksje, dzieląc na poszczególne płaszczyzny, z założenia zatrzymuje się jednakowoż przede wszystkim na progu, na tym jaką koncepcję miał inwestor wznoszonego świętego przybytku względem bramy do swojego wnętrza, jakie w jej zaprojektowaniu kody bywają istotne i jak je odczytywać.

Tu pozwolę sobie moment osobisty. Nie jestem związana z kościołem katolickim, z żadnym kościołem. Niemniej poznawczo wglądam do różnych świątyń w kraju i za granicą i, niezmiernie często – poza architekturą zewnętrzną, czy sławą danego miejsca, to co  powoduje moje przed nimi zatrzymanie, to są właśnie drzwi !

Tak jest na przykład z Drzwiami Anielskimi w Warszawie, drzwiami zaprojektowanymi przez Igora Mitoraja dla niewielkiego w stolicy, przy  ul. Piwnej kościoła  Matki Boskiej Łaskawej – Patronki Warszawy.  Autorka książki i im poświęca  rozdział w swojej pracy, w której skupia się nad zagadnieniami formalnymi związanymi z realizacją współczesnych drzwi kościelnych rzeźbionych w brązie oraz kwestii biografii artysty widzianej przez pryzmat jego dzieła. Ujmuje to jako dwa podstawowe problemy ukazane w jej publikacji  na przykładzie twórczości Bronisława Chromego (1925-2014), 89. letniego już Gustawa Zemły (ur. 1931) oraz Igora Mitoraja (1944-2014).

Wszyscy oni to rzeźbiarze znani, cenieni już za swojego życia, co pozwalało im na bezkompromisowe skupianie się na treści i formie tworzonych dzieł. Byli zarazem wykładowcami akademickimi, autorami różnych form pomnikowych, a ich prace stanowią kanon rodzimej rzeźby współczesnej. Niestety tylko – co Grażyna Ryba przytacza  – w niewielkim stopniu przekraczający wówczas (ze względu na geopolityczne położenie Polski Ludowej i w swojej politycznej doktrynie zamkniętej wobec państw kapitalistycznych w aktywności gospodarczo-kulturalnej) nasze granice.

– Jedynie znacznie młodszy od kolegów Igor Mitoraj swoje dojrzałe życie spędził za poza krajem, w kręgu najważniejszych ośrodków sztuki europejskiej, co wyraźnie dało mu szerszą perspektywę rozumienia istoty twórczości, większą swobodę działań, co przyniosło mu tam sławę, ale niestety na długo zapomnienie w Polsce.

Życiorysy wszystkich stygmatyzowała wojna przypadająca na ich dzieciństwo, znacząca więc ich i dorosłe życie, ich uwrażliwienie, ich postawy. Autorka jako istotny w ich życiorysach podkreśla i pontyfikat Jana Pawła II, przyczyniający się – tu cytat: do zmiany spojrzenia na obecność Boga w historii (Chromy), przemiany postawy życiowej (Zemła), inspiracji w religii (Mitoraj).

Cytując dalej autorkę: – Dla wszystkich był podstawowym, bądź pierwszym i jednym z najważniejszych „tworzyw” rzeźbiarskich. W dorobku każdego z nich są liczne realizacje plenerowe, każdy jest szczególnie uwrażliwiony na kwestie realizacji przestrzennych oraz otocznie rzeźby.

Jest ona niezmiernie dociekliwa i detaliczna w dokumentowaniu tego, co ostatecznie składa się na jej zajmującą publikację. – Wszystko przecież w obiektach sakralnych, każdy ryt, każdy ruch pędzla, forma i kolorystyka wiąże się z realiami i tajemnicą wiary, z budowaniem hierarchii, skłanianiem do pokory, do posłuszeństwa wobec głoszonych przez religię zasad życia dającego poczucie ponadczasowości, oczyszczenia z doczesnych występków dla zyskania przestrzeni dla uwolnionej z martwego ciała duszy.
 
Ludzie chcą w to wierzyć, religie więc im to dają. Świątynie bardzo rzadko są skromnym, pozwalającym człowiekowi pozostać z własnymi myślami obszarem. Zwykle to dominująca w swoim otoczeniu budowla, z wnętrzem, jak wspomniałam, przesyconym symbolami. Niegdyś naiwnymi, z czasem szlachetniejącymi w formie, materiale, wyrazie. Szlachetność zaś wymaga wrażliwości, wyobraźni, talentu.

Nic zatem dziwnego, że światły proboszcz kieruje swoje zamówienia do uznanego twórcy. Nobilituje swoją parafię, przyciąga też i niewierzących podążających tropem  intrygującego go artysty.

Najstarsze, najznamienitsze  Sanktuaria szczycą się  w przewodnikach szacownymi obecnie w historii sztuki nazwiskami z wielkim Michałem Aniołem na czele, który m.in. w 1563 zaprojektował Drzwi Anielskie do Bazyliki Santa Maria degli Angeli e dei Martiri w Rzymie.  
Także do tych wątków nawiązuje interesująco Grażyna Ryba wskazując na tow jakiej linii znaleźli się jej bohaterowie z oddaniem przystępujący do prac nad przejściami w polskich i już w bliższych nam czasowo kościołach.

I tak – długo by tu pisać o realizacjach Bronisława Chromego. Mam w pamięci, również w tej książce przywołany, film dokumentalny  dziennikarki, scenarzystki i cenionej reżyserki Zofii Haloty (1932 - 2010) pt. „Droga na Olimp” poświęcony właśnie jego dokonaniom.
Film rozpoczynający się i kończący tajemniczą bramą w niedookreślonej przestrzeni. Bronisław Chromy otwiera ją, a potem zamyka. Widz zostaje  w ostrym świetle, z którego wyłaniają się nie w pełni identyfikowalne płaskorzeźby, przesłaniane mgłami.
Metafora przejścia, bramy dzielącej nas od tego, co rozpoznane, przeprowadzającej w obszar tajemnicy twórczości, tajemnicy bytu, tajemnicy w ogóle.

– Tymczasem rzeźbione drzwi z brązu – czytam w „Na granicy przestrzeni” – to także jeden z ciekawszych tematów biografii artystycznej krakowskiego twórcy, który wykonał tego typu dzieła dla kościołów w Nienadówce, Tarnowie i w Nowym Sączu. Zaprojektował je nadto również dla świątyń  Rawenny i Rzymu, które to projekty niestety, nie zostały zrealizowane.
Jeżeli rozpatrywać styl architektoniczny Chromego to Grażyna Ryba uważa,iż podstawą w nim jest doświadczenie napięcia linii i płaszczyzny bramy z trójwymiarową przestrzenią, ale i z uwzględnieniem człowieka – odbiorcy stającego się jej częścią. Dodaje, że artysta nigdy nie wykonywał rysunków koncepcyjnych. Tworzył rzeźbiarski ekwiwalent linii materializujących się w formie odlewanych niejako prętów o nierównej fakturze (Owa nierówność, chropawość, niewypolerowanie były dla Chromego niezmiernie charakterystyczne, były jego znakiem rozpoznawczym ! – GB), jak zaznacza dalej autorka  –  kryjących detale postaci ludzkich (jak w cyklu oświęcimskim), układające się w rytmy pionów (Ściana śmierci), czy  przecinających się pod kątem prostym z analogicznymi formami układającymi się horyzontalnie (Pieta oświęcimska).

– I ten, i dalsze opisy twórczości Chromego, a także Zemły oraz Mitoraja są znowu podkreślam  – niezmiernie wnikliwe, detaliczne, z dużą dozą empatii, znajomości historii religii, symboliki w historii sztuki, tym samym odczytywania szczegółów, kompozycji rzeźby, w tym wypadku rzeźby tworzącej formę drzwi.

O dokonaniach Bronisława Chromego pisze ona: – Cała jego twórczość jest tak organicznie związana wewnętrznym pokrewieństwem tematów, że pełne zrozumienie poszczególnych dzieł staje się możliwe w świetle całokształtu duchowej ewolucji, odzwierciedlanej w dorobku artystycznym rzeźbiarza. Wśród tych realizacji spiżowe drzwi kościelne odgrywają szczególną rolę, łącząc wymiar wspólnotowy z wielowątkową opowieścią biograficzną.
Rozdział jemu poświęcony zatytułowała „Mistagogia. w poszukiwaniu formy”.

Rozdział Metanoia. Forma i Metafora stanowi analizę sakralnej twórczości Gustawa Zemły. Zemła jest znanym i uznanym autorem licznych pomników, m.in. Powstańców Śląskich (Katowice, 1967), Polegli Niepokonani (Warszawa, 1973), Czynu Polaków (Szczecin, 1979), Dekalogu (Łódź, 1995), Ernesta Malinowskiego (Ticlio, Peru, 1999), Bitwy o Monte Cassino (Warszawa, 1999), Henryka Sienkiewicza (Warszawa, 2000), a także kompozycji rzeźbiarskich, w tym zespołu czterdziestu rzeźb sakralnych wykonanych dla kościoła w Mistrzejowicach (1980-1990).

Jego twórczość rzeźbiarską charakteryzuje bardzo silne poczucie dramatyzmu, metaforyczność i symboliczny charakter formy. Te cechy mają w sobie również realizowane przez Zemłę Drzwi Papieskie Kościoła katedralnego św. Jakuba Apostoła w Olsztynie.

Pokazywał mi je oprowadzając swego czasu po Olsztynie mieszkający tam znakomity poeta Kazimierz Brakoniecki. Gdy zbliżaliśmy się do stopni kościoła informował: – Ale musisz podejść tam blisko, stąd niestety nic nie widać.

Faktycznie, front katedry, zagłębiona w nim brama przesłonięte są cieniami mocno rozgałęzionych drzew. To bardzo malownicze, łamiące surowość obiektu. Na każdym ze skrzydeł drzwi umieszczono dwie pokaźnych rozmiarów płyty z płaskorzeźbami. Nad nimi po jednej, znacznie mniejszej, w kształcie leżącego prostokąta. – Najniżej widnieją tablice z inskrypcjami. Tympanon stanowi jednolita kompozycja.

Płaskorzeźby umieszczone najniżej – opisuje Grażyna Ryba – charakteryzuje subtelność linii rysunku i bogactwo efektów fakturalnych, a relief tylko nieznacznie występuje ponad powierzchnię płyty. Ku górze, w kolejnych przedstawieniach, staje się coraz bardziej wyrazisty, aby w kompozycjach wieńczących skrzydła i w tympanonie przybrać formę zróżnicowaną, miejscami przechodzącą nawet w półpełną. […]

Sprawia to, że całość jest dla widza równie czytelna. Zadziwia malarska wręcz impresyjność każdego szczegółu, stroju, gestu, mimiki papieża Jana Pawła II. Zemła w statyczności fresków uzyskał dyskretny ruch, przemieszczanie się, pochylenia, czy rozwarcie ramion postaci papieża. Rzeźbiarsko mistrzowska praca. Podobnie jest  z dyptykiem „Wrota metaforyczne,  drzwi i do raju” (Pelplin-Warszawa), „Drzwi do przeszłości|” (Podkowa Leśna, Konstancin -Jeziorna) zawierającymi całą biblijną opowieść, przejmującą, refleksyjną, mocną, ostrzegającą. – Te elementy są chropawe, jakby stanowiły tysiącletnie wykopaliska.

Wczytując się w tekst, w opisy autorki, mam nieodparte wrażenie, że to prace Gustawy Zemły poruszyły ją najmocniej. Ale to też one właśnie mówią chyba o wierze chrześcijańskiej najwięcej i najdobitniej. Jest w nich to, co niesie ze sobą religia – trwogę wobec doczesności, jej mękę oraz obietnicę czegoś, czemu dostępujący tajemnicy wiary chcą w pełni zaufać.
=

Ostatni rozdział książki oddany został Igorowi Mitorajowi. „Anabasis przestrzeń znacząca”  – Otwiera go relacja z uroczystości, które odbyły się w Rzymie  w ostatnich dniach lutego 2006 roku, a związane były z odsłonięciem i poświęceniem nowych rzeźbionych drzwi brązowych do jednej z najstarszych w Wiecznym Mieście  świątyń – bazyliki Santa Maria degli Angeli e dei Martiri. Ich autorem, obecnym na  tej uroczystości jest polski twórca od lat osiedlony we Włoszech Igor Mitoraj.

Kilka lat później – przypomina Grażyna Ryba – 12 września 2009 roku w odległej od Rzymu Warszawie poświęcono drzwi z brązu wykonane przez Mitoraja dla jezuickiego kościoła Matki Boskiej Łaskawej, patronki naszej stolicy. Te drzwi, o których tu na wstępie wzmiankowałam, które mają w swoim spokoju, poetyckości projektu jednocześnie coś wzniosłego, rozświetlającego, czy nawet anielskiego. Bo Igor Mitoraj na tle opisanych wyżej
oraz w książce Grażyny Ryby bram świątynnych jest w swoim artystycznym działaniu osobniczy. Nie jest tak jak poprzednicy zasadniczy, mocny i zdecydowany, a mówię nie o charakterze, czy sposobie działania, ale je jego osobowości, o jego trybie kontaktowania się ze światem.

Jest w nim coś z wysokiej próby poezji dotykającej – będę przez chwilę patetyczna  – Niebios, tego przejścia z życia doczesnego w ciągle tylko domniemane Zaświaty, sytuowania tam naszego dalszego trwania.  Jest  Mitoraj w szkicowaniu tego momentu, obrazowaniu go również w swoich rzeźbach, absolutnym mistrzem.  Trudne, ciągle dyskusyjne kwestie, lęku, bólu, nostalgii i cierpienia, przenikania przestrzeni, dylematy metafizyczne – wznieca jakby tylko podmuchem, podczas, gdy mamy do czynienia jednak ze spiżem!

W omawianej publikacji autorka swoje refleksje nad twórczością Igora Mitoraja rozszerza o jego prace scenograficzne, tą samą refleksyjnością i rysem emanujące. Bo on chyba zawsze pozostawał w kręgu tak tajemnicy życia, jak i tajemnicy sztuki. Jego bramy zdają się być chyba najbliższe naszym, jeśli nie wyobrażeniom, to oczekiwaniom, co do przejścia …
Nie kończę zdania.

Książka którą opisuję ma kilka płaszczyzn: jest pracą naukową, jednocześnie przystępną opowieścią o twórczości kilku znakomitych polskich rzeźbiarzy i ich szczególnej twórczej aktywności, bo dotyczącej punktu w życiu każdego z nas granicznego. Przypomina nam ona, iż drzwi świątyń same sobą wiele mówią! Warto się i przed nimi czasami zatrzymać.

Grażyna Banaszkiewicz
- dziennikarz, reżyser -
   


Spiż – stop miedzi z cyną, cynkiem i ołowiem, czasem zaliczany do brązów. Zawiera więcej cyny (11%) niż brąz cynowy (do 9%). Zawartości cynku i ołowiu są odpowiednio w granicach 2–7% i 2–6%. Jest odporny na korozję i ścieranie. – Znany już w starożytności, stosowany był do wyrobu broni siecznej, podobnie jak inne stopy miedzi, z uwagi na to, że jest dość twardy (65–74 HB wobec 96–650 HB dla stali). W średniowieczu odlewano z niego dzwony (stąd nazwa dzwon spiżowy), zaś w czasach późniejszych armaty. To wspólne zastosowanie stopu stało się przyczyną przetopienia wielu dzwonów na broń. W dzisiejszych czasach stosowany głównie w rzeźbiarstwie i do wyrobu elementów ozdobnych.

Mistagogia (z greckiego „wtajemniczony” i „prowadzić”) – pojęcie religijne oznaczające wprowadzanie w misterium – duchową tajemniczą rzeczywistość. W chrześcijaństwie jest ona określana jako wtajemniczenie chrześcijańskie.

Metanoia – Nawrócenie (z greckiego „zawracać”) – przemiana duchowa, przyjęcie jakiegoś systemu wartości, poglądów i zasad.

Anabasis – ma trzy znaczenia:
1/ rośliny z rodziny szarłatowatych (Amaranthaceae Juss.)
2/ figura retoryczna (poszukująca odpowiedzi – GB)  w muzyce to struktura melodyczna, ale też użycie w określony sposób pauz, środków harmonicznych, a nawet świadome zastosowanie zakazanych, błędnych z punktu widzenia sztuki kompozytorskiej, harmonii i kontrapunktu, skoków melodycznych, nierozwiązanych czy nieprawidłowo rozwiązanych dysonansów itp., które mają za zadanie wyrażać z góry określone pojęcia, uczucia i emocje, np. ilustrując tekst, na którym oparta jest kompozycja. – I w tym rozumieniu słowo ANABASIS występuje w omawianej książce.

3/”Anabaza
” – dzieło Ksenofonta. Występuje również pod tytułem „Wyprawa Cyrusa” opisuje brawurowy powrót greckiego wojska najemnego spod Kunaksy w Babilonii do Grecji. Jej tytuł pochodzi od greckiego słowa anabaino, którym Grecy jako naród żeglarzy określali oddalanie się od brzegu morza.


________________
Grażyna Ryba
NA GRANICY PRZESTRZENI
DRZWI Z BRĄZU W BIOGRAFII ARTYSTYCZNEJ TWÓRCY
CHROMY – ZEMŁA –  MITORAJ
Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego
Rzeszów 2019
   
 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner


Nie można się bać twórczej doskonałości...

Od redakcji: Dokładnie przed pięcioma laty – w dniu 21 stycznia 2016 roku - zmarł Bogusław Kaczyński, znany, wybitny dziennikarz muzyczny, publicysta i krytyk muzyczny, popularyzator opery, operetki, twórca telewizyjny, animator kultury, prezenter, niezapomniany komentator Koncertów Noworocznych filharmoników wiedeńskich ze Złotej Sali  Musikverein w Wiedniu. Teraz, po pięciu latach, po wysłuchaniu w dniu 1 stycznia 2021 roku kolejnego dorocznego wiedeńskiego koncertu z żalem i zadumą wspominamy tego wspaniałego Człowieka, w istocie rzeczy artystę kultury muzycznej. Poniżej publikujemy zachowany w redakcyjnym archiwum wywiad prasowy z roku 2012  jakiego Bogusław Kaczyński, wówczas już bardzo chory i słaby udzielił naszemu dziennikarzowi – Dominikowi Górnemu. Niech przypomnienie tego wywiadu będzie naszym hołdem dla pamięci Bogusława Kaczyńskiego, który wyróżniony Godnością Wybitnej Osobistości Pracy Organicznej, w roku 2009 został Laureatem Honorowej Nagrody Złotego Hipolita – nagrody przyznawanej przez Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego.
 
Dominik Górny:
W Pańskiej bibliografii niezwykle symbolicznymi wydają się być dwie książki – „Wielka sława to żart” wydana z okazji pięćdziesiątej rocznicy Pana urodzin, oraz najnowsza „Smak sławy”. Można w czasach współczesnych być sławnym w słusznej sprawie?  

Bogusław Kaczyński: Pytanie to jest o tyle trudne, iż jeśli ktoś chciałby odpowiedzieć, że pragnie być sławnym w słusznej sprawie, to musiałby się przyznać, iż nie jest prosto takiemu zadaniu sprostać; co więcej powinien poświadczyć taką sławę wieloma osobistymi wyrzeczeniami i nade wszystko rozpoznać to, czego od niej oczekuje…

Dominik Górny: …bo przecież „cała ta sława jest jak polna trawa” – jak podpowiada Emmy Destinn, gwiazda Metropolitan Opera, której słowa posłużyły za motto wspomnianej książki.

Bogusław Kaczyński: I w gruncie rzeczy tak właśnie jest.

Dominik Górny: Czym różni się bycie sławnym obecnie od piastowania takiego tytułu w czasach minionych?

Bogusław Kaczyński:
Dzisiaj ktoś jest zazwyczaj sławny tylko dlatego, że jest popularny, a przecież sława istniejąca dla niej samej, nie jest wartością trwałą. Coraz częściej zdarza się, iż nikt nie wie dlaczego wcześniej nie znana nikomu przysłowiowa pani bądź pan, pojawia się na okładce i rozkładówce „kolorowych pism”. Są w nich opisy tak niesłychanych zdarzeń z ich życia, że właściwie nikogo to nie interesuje, a już na pewno nie wiąże się z żadną społeczną zasługą. Czy naprawdę czymś wyjątkowym jest przeczytanie, że pewna piosenkarka, taka na przykład jak Doda, jest frywolna i chodzi bez majtek, bo przecież bardzo podobne są tematy naszej prasy codziennej. Odpowiadam wtedy – niech sobie tak chodzi, byleby nie śpiewała. Taka sława jest na chwilę, gdyż nie wypływa bezpośrednio z talentu przypisanego danemu człowiekowi, ale z zapotrzebowania na sensację.

Sława prawdziwa, która jest wstanie przetrwać w różnych kulturach i być ceniona jako dobro społeczne, rodzi się na gruncie ciężkiej pracy twórczej, wewnętrznej walki artysty ze słabościami ludzkiej natury i z rzeczywistością, przez którą nie jest w pełni rozumiany, a która weryfikuje jego idee w sposób wręcz brutalny.

Dominik Górny:
A jednak dobrze jest pozostać wiernym sobie…

Bogusław Kaczyński
: Takich właśnie ludzi cenię sobie najbardziej i ich wspieram. Kiedy taki artysta znajdzie w sobie tyle wiary i siły, aby nie dać się zwieźć przez codzienne trudności i brak życzliwości otoczenia, wtedy staje się sławny nie na pozór, ale na prawdę – odnosi bowiem zwycięstwo w wielkiej bitwie, którą wydał niegdyś „wszystkim”, aby zrealizować to, co według jego samego jawiło się jako wspaniałe i wzniosłe. I takim też w istocie jest, gdyż spełniona idea pomaga osiągnąć ludzkości jeszcze więcej niż mogłaby się tego spodziewać.

Dominik Górny:
To, co realne i godne marzeń warto więc zadedykować sztuce i dla sztuki, czego godnym piękna przykładem jest działalność Teatru Roma. Wielokrotne rozmowy z jego czołowymi artystami, a dziś spotkanie z Panem, ówczesnym dyrektorem Romy, utwierdza mnie w przekonaniu, że życie dla sztuki wiąże się z poczuciem odpowiedzialności za siebie i za innych; kryje w sobie muzykę takich nastojów, które nie są wstanie być w pełni odgadnione.

Bogusław Kaczyński: Życie ze sztuką jest bardzo trudne od pierwszego momentu z nią obcowania. Wymaga przeto sztuka od człowieka miłości bezwarunkowej, całkowitego zaangażowania emocjonalnego, a często też fizycznego; bezwzględnego oddania się jej nastrojom. Sztuka nie znosi żadnej konkurencji, jest szalenie zazdrosna o żonę, dzieci, jakiekolwiek inne zauroczenia i sprawy, które sprawiają, że zaniedbuje się ją w codzienności. Sztuka po czasie potrafi się zemścić na osobie, która nie dochowała jej wierności – w na pozór nieoczekiwanym momencie: na scenie, na estradzie, w postaci braku twórczej inwencji. Co więcej, sztuka jest na tyle kapryśna, iż sama nigdy ze swojej strony nie przyrzeknie podobnej wierności i oddania.

Dominik Górny: Kryje w sobie coś sztuka z dzikiej orchidei?

Bogusław Kaczyński
: O tak, bo jest bardzo delikatna. Jeśli się jej odpowiednio nie podlewa, nie nawozi, nie wietrzy i nie zamyka na noc w cieplarni, aby jej nie przestudzić, staje się zwyrodniała. Nie jest skora do obietnic i zapewnień o wielkich zaszczytach i korzyściach materialnych, które być może przyjdą do nas któregoś jasnego dnia, ale – zapewniam – stanie się to bez naszego bezpośredniego udziału.

Znam ludzi, którzy prawdziwie umiłowali sobie sztukę lecz ona ich nie wybrała, a wręcz odtrąciła. Istnieją również takie osoby, które sztuce nie podarowały pełni rytmu swojego serca, a ich udziałem stały się kariery na miarę wielkości świata. One już urodziły się ze sztuką w sobie i nie musiały zabiegać o jej względy. Ale nawet osoby, których uznajemy za wybrańców sztuki, nigdy nie otrzymują od niej gwarancji godnego życia. Bycie mądrym artystą nie może więc polegać na tym, aby powiedzieć: „Kocham sztukę, żeby być bogatym, sławnym i szanowanym”. I to jest ta wielka niepewność, a jednocześnie sprawiedliwość. Sztuka sama wybiera sobie osoby z rozmaitych środowisk, krajów i kontynentów, niezależnie od ich tytułów, rodowodów i stanu majątkowego. Lubimy powtarzać, iż aby być wielkim śpiewakiem, trzeba urodzić się we Włoszech, bo tam jest klimat, włoskie wino, które nigdzie indziej tak nie smakuje jak w Rzymie. A jednak nie musi tak wcale zawsze bywać.   

Dominik Górny: Znamiennym przykładem tego jest postać legendarnego dla kultury światowej śpiewaka – Jana Kiepury, który urodził się w Sosnowcu, nie kojarzonym wcześniej z miejscem sprzyjającym działaniom tak wiarygodnie twórczym.

Bogusław Kaczyński
: Dokładnie tak, a został przecież jednym z największym śpiewaków dwudziestego stulecia. Sztuka go sobie wybrała, chociaż nic na to racjonalnie nie wskazywało. Nieoczekiwaną też karierę zrobiła Anna Pawłowa, jedna z najwspanialszych tancerek świata, która niegdyś jako dziecko, leżała na stercie bielizny jako córka praczki z Petersburga. I tak jest do dziś – spotkałem niedawno śpiewaczkę, która urodziła się na Syberii – jest to bardzo trudne do wyobrażenia – w jaki sposób, daleko za Bajkałem, jej talent mógł zaistnieć do tego stopnia, by zadziwiać mógł teraz widownię Opery Rzymskiej.

Dominik Górny: Tajemnicę sprawiedliwości przypisanej naturze sztuki odgadnąć można zatem jedynie poprzez pokorę.

Bogusław Kaczyński:
Dlatego też taką wagę – my – ludzie sztuki, przywiązujemy do swoich profesorów. Zapewne Pan to doskonale rozumie, że u nas, w świecie sztuki, pierwsze pytanie, którego zadaniem jest rozpoznanie twórczej natury drugiej osoby, brzmi: „U kogo się Pan uczył?”. Odpowiedź na nie sprawia, że się prawie wszystko wie. W drugiej kolejności liczy się talent, czyli zdolność wykorzystania wiedzy mistrza – profesora. Umiejętność bycia pokornym jest też psychologiczną ochroną przed zawiedzeniem i ułudą tegoż świata. Trzeba mieć w sobie talent, ale jednocześnie odporność „konia pociągowego” – nawet nie wyścigowego – winno się umieć znieść ciężar sławy i zagrożeń z nią związanych. A wiedzę jak to uczynić, daje solidne przygotowanie profesorskie, a także wzajemne dzielenie się wiedzą i wątpliwościami twórczymi pośród samych jego uczniów. Wtedy można nauczyć się opanować tremę i stres – na tyle wyćwiczyć psychikę i w takim wymiarze rozpoznać swoje predyspozycje, żeby opanować nerwy w chwili wyjścia na estradę Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu bądź Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Dodam, iż nie można wyzbyć się odczuwania nerwów, bo to właśnie one gwarantują odniesienie wielkiego sukcesu, tylko muszą być przez nas kontrolowane. Tego zaś uczą szkoły muzyczne i „wielcy” profesorowie.

Dominik Górny: I jest to wiedza spełniająca się zarówno życiu artystycznym jak i poza sceną – jak nadmienił niegdyś, zarówno Pana jak i mój przyjaciel – profesor Jan Miodek – „jeżeli dzieciństwo było bogate i silne, to przez całe życie ma się z czego czerpać”.

Bogusław Kaczyński
: Cieszę się, że nawiązał Pan do refleksji profesora Miodka. Życie ludzkie jest jak budynek, a dzieciństwo to jego fundament, na którym wznoszą się wszystkie chwile życia. I jeśli jest on wystarczająco mocny, to mamy dużą szansę, że całe życie będzie równie „mocne”, a my sami zdolni będziemy przetrwać jego trudy i porażki, których choć nie sposób uniknąć, to poprzez oparcie na wartościach, można zmniejszyć ich liczbę. Życie nie jest już wtedy „kulawe” i kruche.

Przyznaję, iż miałem szczęście mieć właśnie takie solidne podstawy pod tworzenie wspomnianego „budynku”. Z domu rodzinnego wyniosłem poczucie serdeczności, wzajemnej miłości i okazywania sobie szacunku. Wielką mądrość mieli w sobie moi rodzice, wiedząc, iż dzieciom zapewnić trzeba atmosferę pogodną, podarowującą dobro. I choć czasy w jakich przyszło nam wtedy żyć, były pod wieloma względami trudne, nie okazywali nigdy przy mnie zdenerwowania.  

Dominik Górny: Proszę przywołać rady od rodziny bądź najbliższych, które w chwili ich otrzymania na pozór nie wiele mogły znaczyć dla Pana przyszłego życia, a jednak stały się drogowskazami prawdy.  

Bogusław Kaczyński: Otrzymałem wiele takich rad, sugerowanych w taktowny i dyskretny sposób – były to często spojrzenia bądź pojedyncze słowa. W pamięci serca słyszę szczególnie szczerze dwie z nich – otóż, miałem wówczas siedem lat. Z okazji jednej z rodzinnych uroczystości, przyjechała do nas kuzynka, absolwentka Akademii Medycznej. Rodzice poprosili ją o wypisanie recepty. Zwróciła się do mnie: „Bogusiu, zechciej udać się do drugiego pokoju i z mojej torebki wyjmij recepty”. Tak też uczyniłem. Kiedy mój ojciec zobaczył, iż jej prośbę spełniam w sposób dosłowny – wyciągając z jej torebki recepty, upomniał mnie: „Zapamiętaj sobie na całe życie – nigdy nie wkłada się ręki do cudzej torebki, tylko przynosi się ją do właściciela, aby on sam mógł wyciągnąć z niej to, co uważa za słuszne”. Od tej pory nigdy nie zajrzałem do czyjegoś portfela bądź torebki. To była pierwsza rada – przestroga. Druga wiąże się z pewnym spacerem, na który udałem się wraz z moim ojcem. Minęliśmy po drodze znajomych, których ojciec pozdrowił serdecznym słowem i gestem zdjętego z głowy kapelusza. Powtórzyłem jego gest lecz zdecydowanie skromniej – jedynie pochwyciłem dłonią daszek mojej czapki, nie zdejmując jej jednak. Wtedy ojciec zatrzymał się i powiedział: „Jeśli mówisz komuś dzień dobry, nie udawaj, że zdejmujesz czapkę, ale uczyń to naprawdę. W przeciwnym razie, lepiej nie mów w ogóle dzień dobry”. Do tej pory nigdy nie udaję, że się komuś kłaniam. Realizacja tych rad, świadczy o osobistej elegancji i wrażliwości, o kulturze, którą się w sobie nosi. Z nich przecież składa się dobry obyczaj, którego przestrzeganie i kultywowanie nie jest w żadnym razie przesadą.

Dominik Górny: Zgodzi się Pan zatem ze stwierdzeniem, że sztuka powinna być dedykacją tego, co w nas prawdziwie ludzkie.

Bogusław Kaczyński
: Oczywiście, sztuka rodzi się z poczucia wrażliwości, dlatego nie może się odciąć od naszych emocji. Z tego też względu słucham rozmaitych kompozycji klasycznych w poczuciu, że ich każda nuta kryje w sobie echo nastrojów kompozytora. Z tej perspektywy Beethoven jawi mi się bardzo często jako osoba o naturze niezwykle burzliwej. Z kolei Chopin ma nade wszystko osobowość liryczną, wręcz krystaliczną. I to właśnie w muzyce kocham najbardziej – potrafi być tak różna w swoich nastrojach, a jednocześnie tak samo „wielka” w kunszcie ich ujawnienia i przekazania.

Dominik Górny:
Z dźwiękiem jakiego instrumentu mógłby Pan utożsamić swój charakter?

Bogusław Kaczyńsk
i: Byłyby to trzy instrumenty – przede wszystkim jestem liryczny i nastrojowy jak harfa; zdarza się jednak, że bywam niczym waltornia bądź dramatyczno-burzliwy jak puzon.

Dominik Górny: Wracając do „Smaku sławy” – zadaje Pan wiele ciekawych pytań osobowościom artyzmu o randze światowej. Spotkania ze sztuką i artystami pozostawiają często pewien niedosyt. Dlatego też jestem przekonany, iż przynajmniej niektórym z tych osobistości, chciałby Pan dzisiaj zadać pytania, które w chwili spotkania z nimi, z różnych względów nie mogły być wypowiedziane.

Bogusław Kaczyński: W istocie tak właśnie jest. Wspomniany niedosyt odczułem przede wszystkim po spotkaniu z Marią Callas. Miałem wtedy niespełna trzydzieści lat i pewnych pytań nie wypadało zadawać damie. Teraz byłbym znacznie bardziej odważny. Jakże ciekawi mnie tajemnica tego, jaki wpływ na jej artystyczne bycie miało życie emocjonalne i prywatne. Stwierdziła przecież kiedyś, że nie chce być jedynie najznamienitszą śpiewaczką wszystkich czasów. Pragnie spełniać się również w roli kobiety. Związała się wtedy z Aristotelesem Sokratisem Onasisem – bardzo interesującym mężczyzną o wyrazistym charakterze. I nie uczyniła tego dla pieniędzy, bo swoich miała wystarczająco dużo. Odczytać jej postawę można było jakby potraktowała sztukę ulgowo, jeśli w ogóle coś takiego Callas uczynić zdołała. Niestety nie spełniła się w życiu prywatnym. Ciekawiły by mnie przede wszystkim jej emocjonalne skoki – szczególnie takie, które doprowadziły do tego, iż w którymś momencie zrezygnowała ze sceny dla urzeczywistnienia romansu z Onasisem.

Dominik Górny:
Wielu ludzi, z którymi Pan rozmawiał nie ma już na tym świecie. Czy pośród współczesnych artystów odnajduje Pan takich, z którymi chciałby jeszcze przeżyć podobne „spotkania w słowie”?

Bogusław Kaczyński:
Przyznać muszę, że nie znajduję osobowości, którym pragnąłbym zadawać tak osobiste pytania.

Dominik Górny: A Pan, chciałby być zapamiętany bardziej jako szlachetny człowiek czy znakomity artysta?  

Bogusław Kaczyński
: Nie chciałbym oddzielać od siebie tych dwóch ról, jakie można by mi przypisać. Proszę mi wierzyć, że pośród tych wszystkich wspaniałych artystów, z którymi dane było mi obcować, nie spotkałem ani jednego złego człowieka. Mówimy często o artyście, że jest nie do wytrzymania i w obcowaniu z nim jesteśmy narażeni na różne stresy, które dyrektorów instytucji kulturalnych przyprawiają o migotanie przedsionków serca. Wtedy odpowiadam – to jest urok artysty – Callas nie była zła i chimeryczna, ale czarująca. Nie była nieznośna, tylko wymagająca w pracy, dążyła do osiągnięcia doskonałości kunsztu artystycznego. Przekonany jestem, że właśnie dzięki temu, wszystkie spektakle z jej udziałem, na trwałe zostały zapisane złotymi zgłoskami w dziejach opery. W życiu i w sztuce nie można bać się żądać twórczej doskonałości.

Dominik Górny:
Dziękuję bardzo za rozmowę.   


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner


Oficyna Poetycka - Dominika Górnego...

Dominik Górny człowiek pióra i mediów. Rodowity Poznaniak, który od blisko 20 lat z powodzeniem tworzy i promuje trwałe wartości Regionu Wielkopolski na arenie ogólnopolskiej i międzynarodowej. Jego artystyczny dorobek to m.in.: 9 tomów poetyckich (w tym z grafikami Ryszarda Kaji); publikacje w ponad 60 antologiach i almanachach; publikacje własnej twórczości w 16 językach. Współautor „Encyklopedii Powstania Wielkopolskiego 1918-1919” i książki na 100-lecie Uniwersytetu Poznańskiego. Wraz z dr. Marianem Królem redaktor książki „Święty Jan Paweł II w stulecie urodzin. Pamiętamy…” wydanej pod patronatem honorowym Prezydenta RP i w ramach projektu „Niepodległa”. Twórca pierwszej i jedynej monografii Międzynarodowych Listopadów Poetyckich. Autor literackiego motywu Światowego Dnia Godności w Poznaniu w roku 2011 i 2012. Autor tekstów i muzyki do blisko 80 piosenek. Autor tekstu do Hymnu Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego. Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi nadanym przez Prezydenta RP, Odznaką Honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” MKiDN, „Złotym Piórem” ZKRPiBWP; Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Królewskiego Orderu Św. Stanisława BM.

Żebym nie zapomniał…


…podróż to zimna
i również gorąca czekolada
w filiżance podana
Przemijanie utrwalone
w rzucie kostki do gry
i przegryzieniu kostki
do smaku cukru

A to mógł być niezły kryminał
libretto w otwartej butelce
zgoda na rozkład jazdy pod prąd

Dopijam
klasycznie małą czarną       

Stygnę poza studzienką
osobistego splendoru –  
dziedziczonego z plemienia w plemię  
względnie szarego kubka
w chmury lub w ulewne wzory

Za oknem fusy
Esencja doświadczenia
Lepkie dziewczyny w objęciach –  
codzienne espresso

Przyszłość – przystanek z ławką...

...żebym nie zapomniał
że czasem warto pozostać i usiąść…

Dominik Górny  


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem